Dziś nocą polskiego czasu prezydent Barack Obama ma zaproponować zaostrzenie w USA standardów zużycia paliwa dla nowych aut, które będą sprzedawane między 2017 a 2025 r. Obecna norma, którą Obama zatwierdził w zeszłym roku, przewiduje, że w 2016 r. auta sprzedawane przez jeden koncern nie mogą spalać średnio więcej niż 6,6 litra benzyny na 100 km. To o 40 proc. mniej niż w poprzedniej normie. Ale wielu polityków i ekologów wskazuje, że już teraz tę normę spełniają konkurenci amerykańskich koncernów z Azji i Europy. I domagają się, by w przyszłej normie ograniczyć średnie zużycie paliwa nawet do 3,9 litra na 100 km.
Dziś na
samochody osobowe przypada 20 proc. całości emisji CO2 w Stanach Zjednoczonych, a 44 proc. ropy z importu przerabia się na paliwa silnikowe. Bez ograniczenia zużycia paliwa w nowych autach USA będą nadal szkodzić klimatowi i pozostaną zależne od nafciarzy znad Zatoki Perskiej i z Rosji. Amerykanom będą też grozić coraz wyższe rachunki na stacjach benzynowych, bo ceny ropy na świecie podbijają Chiny i Indie importujące coraz więcej ropy dla swoich błyskawicznie rosnących gospodarek.
Obamie chodzi też o zmuszenie amerykańskich koncernów do produkcji aut, które spalają mało paliwa. Inaczej przemysł motoryzacyjny USA wypadnie ze światowej konkurencji. Już teraz Amerykanie muszą wydłużać krok, by dogonić rywali z Europy.
Można się o tym przekonać na targach motoryzacyjnych w Paryżu, które od soboty mogą odwiedzać kierowcy.
- To pierwsze targi samochodowe w historii, na których "zielone samochody" będą prezentowane nie tylko przez inżynierów, ale także przez menedżerów do spraw handlu. Bo chodzi o modele aut, które wkrótce pojawią się w salonach sprzedaży - powiedział Francois Roudier, rzecznik stowarzyszenia francuskiej branży samochodowej CCFA, cytowany przez agencję Reuters.
Ekologiczny napęd ma blisko jedna trzecia ze stu aut wystawianych pierwszy raz w Paryżu. Jeszcze w tym roku w salonach dilerów w Europie pojawią się małe elektryczne auta Peugeot iOn oraz Citroen C-Zero, produkowane na bazie japońskiego samochodu Mitsubishi iMIEV.
A wiosną przyszłego roku do salonów sprzedaży Peugeot trafi model 3008 Hybrid 4 - pierwszy na świecie
samochód o napędzie hybrydowym z silnikiem wysokoprężnym. Przednią oś tego auta napędza 2-litrowy
diesel o mocy 163 KM, a tylną - silnik elektryczny o mocy 37 KM. Samochód ma spalać średnio tylko 3,8 litra oleju napędowego na 100 km. Do połowy dekady PSA chce sprzedawać 100 tys. aut o napędzie hybrydowym, głównie w Europie.
Ofensywę aut o napędzie elektrycznym szykuje Renault, które na konstrukcję takich samochodów wyda 4 mld euro.
W przyszłym roku będzie można kupić napędzane silnikami elektrycznymi auta Renault Fluence ZE i Kangoo ZE oraz Twizy, dwumiejscowe mikroauto. Koncern przedstawił też w Paryżu auto Zoe, które pojawi się w salonach sprzedaży za dwa lata i ma stać się najpopularniejszym elektrycznym
autem Renault. W 2020 r. Renault chce sprzedawać 500 tys. aut elektrycznych rocznie, z czego dwie trzecie to Zoe - zapowiedział w Paryżu szef koncernu Carlos Ghosn.
Na elektryczne auta postawił także japoński Nissan kontrolowany przez Renault. W Paryżu kierowcy pierwszy raz mogli oglądać seryjną wersję elektrycznego
Nissana Leaf, którym w tym roku będzie można wyjechać z salonów w USA i Japonii.
W Europie Leaf będzie sprzedawany od początku przyszłego roku i ma kosztować ok. 30 tys. euro - po odliczeniu premii, jaką na zakup elektrycznych samochodów dają kierowcom rządy mniej więcej połowy państw UE.