Z ostrym atakiem na monopol Gazpromu wystąpił prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka, który w grudniu będzie w wyborach ubiegać się o czwartą kadencję na tym fotelu.
W ostatni piątek wiceprezes Gazpromu Andriej Krugłow zapowiedział, że w przyszłym roku Gazprom chce sprzedawać Białorusi gaz po cenach rynkowych. To oznacza podwyżkę średniorocznej ceny surowca ze 185 do 220 dol. za 1000 m sześc. surowca - zapowiedział Krugłow. To więcej niż kalkulowano w Mińsku. Kilka godzin przed wystąpieniem Krugłowa wicepremier Białorusi Uadzimir Siemaszka powiedział, że w przyszłym roku za 1000 m sześc. gazu Białoruś powinna płacić ok. 210 dol.
Już po wystąpieniu Krugłowa prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka na spotkaniu z rosyjskimi dziennikarzami oskarżył Gazprom o monopolistyczne praktyki. Zdaniem Łukaszenki cena rosyjskiego gazu wcale nie jest rynkowa. - Rynkową cenę ustala się jako wypadkową popytu i podaży w warunkach konkurencji. A oni [Gazprom] przychodzą i mówią: cena wyniesie tyle - powiedział prezydent Białorusi, cytowany przez agencję BiełaPAN.
Łukaszenka stwierdził też, że nie rozumie, dlaczego Gazprom ma wyższą rentowność na Białorusi niż w Niemczech. - Czy sobie na tym zasłużyliśmy? Odpowiedzi nie ma. To nie są stosunki rynkowe, lecz monopol - stwierdził prezydent Białorusi.