Kolejne dane Eurostatu wskazują, że słabnie wzrost gospodarczy w krajach Unii Europejskiej. W II kw. boom w przemyśle, głównie niemieckim, oraz silny eksport sprawiły, że unijna gospodarka rozwijała się w tempie 1,9 proc. Gospodarka Niemiec urosła aż o 3,7 proc.! Ale ekonomiści nie mają wątpliwości, że wzrost PKB na Starym Kontynencie może być utrzymany tylko wtedy, jeśli europejscy konsumenci chętniej zaczną sięgać do portfeli.
Tymczasem w sierpniu sprzedaż detaliczna w strefie euro spadła o 0,4 proc. w stosunku do lipca (0,3 proc. w całej Unii). To pierwszy spadek zanotowany od kwietnia tego roku. Chociaż sprzedaż jest ciągle nieco wyższa niż przed rokiem - odpowiednio o 0,6 proc. w strefie euro i o 0,8 proc. w całej UE - to jej wyniki są gorsze niż w ostatnich trzech miesiącach.
- Sierpniowy spadek sprzedaży potwierdza, że gospodarstwa domowe nie są w stanie zastąpić spowalniającego eksportu - mówi cytowana przez agencję AP Jennifer McKeown, ekonomistka Capital Economics. Wyniki przemysłu i eksport nie są już tak dobre, m.in. ze względu na słabnący wzrost PKB w Ameryce.
Tymczasem Europejczyków przed zwiększaniem zakupów powstrzymuje trudna sytuacja na rynku pracy. W sierpniu stopa bezrobocia w strefie euro była na poziomie 10,1 proc., w UE wyniosła 9,7 proc. To oznacza, że bez pracy było ponad 23 mln aktywnych zawodowo Europejczyków.
Jakby tego było mało, mieszkańcy wielu krajów, np. Grecji, Hiszpanii czy Irlandii, czują na własnej skórze skutki cięć budżetowych. Rząd w Atenach ogłosił w poniedziałek, że w przyszłym roku zetnie jeszcze bardziej deficyt budżetowy do 7 proc. PKB (z 13,6 proc. w 2009 r.). Ogromne oszczędności szykują się w Irlandii, w której dziura w budżecie w tym roku rozrosła się do monstrualnych rozmiarów 32 proc. PKB, głównie z powodu ogromnej pomocy dla banków. Hiszpania kilka dni temu ogłosiła najbardziej restrykcyjny budżet od lat - przewidujący podwyżkę niektórych podatków i obniżenie wydatków publicznych o niemal 8 proc. W tych krajach mniej zarabiają urzędnicy państwowi czy nauczyciele. Nic dziwnego, że nie w głowie im dodatkowe wydatki.
Na tym tle bardzo pozytywnie wyróżnia się Polska, w której sprzedaż detaliczna rośnie najszybciej w Unii Europejskiej - w sierpniu o 6,7 proc. Ale jesteśmy zbyt małą gospodarką, by pociągnąć całą Unię. - Konsumpcja w Polsce jest zadziwiająco silna, jeśli wziąć pod uwagę sytuację na naszym rynku pracy - uważa Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska. Bezrobocie liczone przez Eurostat sięga u nas 9,4 proc., stopa bezrobocia rejestrowanego podawana przez GUS jest wyższa - w sierpniu wyniosła 11,3 proc. Zdaniem Wiśniewskiego zapał Polaków do kupowania może ograniczyć od początku przyszłego roku podwyżka VAT. - Wydatki konsumentów nie będą gwałtownie rosły, dopóki nie poprawią się znacząco perspektywy rynku pracy, a wzrost gospodarczy nie sięgnie około 5 proc. - uważa Wiśniewski.
Niektórzy ekonomiści liczą na to, że wzrost w UE uda się utrzymać na przyzwoitym poziomie dzięki Niemcom, pomimo że ostatnie dane dotyczące sprzedaży detalicznej w tym kraju okazały się rozczarowujące. Niemcy bardzo pozytywnie wyróżniają się w Europie, jeśli chodzi o sytuację na rynku pracy. Z danych Eurostatu wynika, że w ostatnim roku bezrobocie w tym kraju spadło z 7,6 proc. do 6,8 proc. w sierpniu. Zdaniem Jörga Lüschowa, ekonomisty WestLB, prywatna konsumpcja będzie więc wspierała niemiecką gospodarkę. - Ale nie spodziewam się konsumpcyjnego boomu - powiedział Reutersowi. Tylko czy to wystarczy, by pobudzić gospodarkę całej Unii?