Buffett ostro skrytykował bankierów podczas wtorkowego spotkania "Most Powerful Women in Business" organizowanego przez magazyn "Fortune". - Ludzie mają skłonność do hazardu i zamiast im to utrudniać, z roku na rok staje się to coraz łatwiejsze - powiedział Buffett, dodając, że Wall Street z pewnością robi wiele dobrych rzeczy, ale tworzenie z niego kasyna to sytuacja nie do zaakceptowania.
Jak dodał, jest przeciwnikiem finansowej pomocy rządu dla firm stojących u progu bankructwa. - W przyszłości, kiedy znowu zdarzy się taka sytuacja, szefowie tych firm powinni pójść z torbami, podobnie jak ich żony - powiedział Buffett, kierując te słowa do zasiadających na sali Laury Blankfein (żony Lloyda Blankfeina, szefa Goldman Sachs) i Judy Dimon (żony Jamiego, prezesa JP Morgan Chase).
Dodajmy, że Berkshire Hathaway, fundusz inwestycyjny należący do Buffetta, posiada duże udziały w największych graczach z Wall Street, m.in. Wells Fargo i Goldman Sachs, w którego akcje zainwestował ponad 5 mld dol. Pierwsza z tych firm otrzymała 25 mld dol. pomocy od amerykańskiego rządu, a Goldman Sachs - 10 mld dol.
Podwyższyć podatki bogatym
To niejedyna mocna wypowiedź Buffetta na wtorkowym spotkaniu. Domaga się on też większego opodatkowania dla najbogatszych mieszkańców USA. - Potrzebujemy dodatkowych przychodów na poziomie 20 proc. naszego PKB, by zapewnić temu krajowi wszystko, co jest mu potrzebne i dla niego właściwe. I musimy je wziąć od kogoś. A jeśli nie weźmiemy ich od ludzi takich jak ja, to czemu mamy brać pieniądze od człowieka, który jest kelnerem w naszej restauracji - retorycznie pytał Buffett.
Jak stwierdził, dzięki reformie podatkowej administracji George'a W. Busha, obecnie płaci najniższe podatki w całej swojej firmie, "wliczając sekretarki i sprzątaczki". - Ten system nie działa prawidłowo - powiedział.