- Nic nie rozumiem - rozkłada ręce Grzegorz Onichimowski, prezes Towarowej Giełdy Energii. TGE to jedyna obecnie w Polsce oficjalna giełda, na której handluje się prądem. Podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Przez giełdę przechodzi wciąż niewielka porcja sprzedawanego w Polsce na rynku hurtowym prądu - ok. 5 proc. Większość sprzedaje się w kontraktach dwustronnych. Energię można też kupować i sprzedawać na tzw. platformach obrotu, czyli stronach internetowych, gdzie wystawia się oferty. Jedną z nich - należącą do Polskiej Grupy Energetycznej platformę POEE - chce kupić Giełda Papierów Wartościowych, żeby handlować także prądem.
- Będziemy poszerzać działalność o nowe obszary, jeżeli będzie to budować wartość GPW dla akcjonariuszy spółki i jeżeli będzie to z korzyścią dla naszych inwestorów - mówi nam Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Zastrzega, że decyzja w sprawie prądu jeszcze nie zapadła, ale wstępna ocena jest pozytywna. - To bardzo interesujące, że pogłoski o domniemanej decyzji GPW są tak intensywne i budzą takie zainteresowanie - dodaje Sobolewski.
Nieoficjalnie wiadomo, że na wejście GPW w energię przychylnie patrzy skarb państwa, który kontroluje obie giełdy.
Onichimowski nie ukrywa pretensji do Sobolewskiego. Jego zdaniem GPW jako udziałowiec giełdy energii nie powinna działać na jej szkodę. W dodatku giełda energii negocjuje ze skandynawską giełdą Nordpool możliwości handlowania energią przez podmorski kabel o mocy 600 MW, łączący Polskę ze Szwecją. - Ludzie z Nordpoolu nie ukrywają zaniepokojenia i pytają, o co chodzi? - mówi "Gazecie" Onichimowski.
Wątpliwości mają też energetycy. - Konkurencja na rynku jest rzeczą pożądaną - mówi Janusz Moroz, wiceprezes polskiej spółki niemieckiego RWE. - Rozwój rynków energii w Europie wskazuje jednak, że działają one najbardziej efektywnie, gdy handel odbywa się przez jedną giełdę energii. Istnienie dwóch silnych podmiotów w warunkach niezbyt rozwiniętego rynku hurtowego może prowadzić do zamieszania i niepewności na rynku, a przez to do jeszcze większego ograniczenia jego płynności.
Podobne obawy ma Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki francuskiego giganta GdF Suez, do którego należy elektrownia w Połańcu. Ale przyznaje, że nowa giełda też będzie miała atuty. - Ludzie z POEE są bardzo sprawni, do niedawna handlowało się tam większą ilością energii niż na Towarowej Giełdzie Energii.
TGE dostała jednak w sierpniu 2010 r. potężny impuls rozwoju. Weszła wtedy w życie ustawa, która zmusza część wytwórców prądu do sprzedaży 30 proc. prądu właśnie poprzez giełdę. Nieoficjalnie niektórzy energetycy mają jednak do niej spore pretensje.
- Byłoby lepiej, gdyby jej prezes bardziej skupił się na rozwoju firmy, a mniej na załatwianiu korzystnych przepisów w Sejmie - mówi z przekąsem szef jednej z firm. - Zdarzało się, że moi dilerzy zlecali sprzedaż 10 MW za 20 zł, a wskutek błędu systemu sprzedawano 20 MW za 10 zł - mówi inny. - Będziemy handlować i tu, i tu, szybko okaże się, że sprawniejsza firma przejmie tę gorszą - podsumowuje jeden z naszych rozmówców.
GPW jest w trakcie prywatyzacji, wkrótce jej akcje także mają być notowane na parkiecie. Analitycy mają obawy, czy nowy pomysł Sobolewskiego przysłuży się spółce. - Osobiście nie widzę potrzeby tworzenia drugiej platformy obrotu energią. To tak, jakby ktoś otwierał dwa sklepy sprzedające to samo obok siebie na Marszałkowskiej. Jak dwie giełdy chcą zostać centrum obrotów na tym samym rynku, to żadna na tym nie wygra - mówi Raimondo Eggink, w przeszłości członek Rady GPW, obecnie członek rady nadzorczej giełdowej spółki Kogeneracja, która także posiada udziały w TGE.
- Obrót energią to nie jest standardowa działalność giełdy papierów wartościowych. Dla Towarowej Giełdy Energii pojawienie się takiego konkurenta jak GPW to mało komfortowa sytuacja, bo GPW będzie podmiotem silniejszym i może sobie pozwolić na niższe marże. Na razie mało wiemy o tym projekcie i na pewno inwestorom w zbliżającej się ofercie publicznej GPW należy się więcej informacji - dodaje Adam Ruciński, b. członek Rady GPW i b. szef Związku Maklerów i Doradców.
- Przejęcie POEE przez GPW może stanowić zagrożenie dla z trudem osiąganej przejrzystości polskiego rynku. Im większe wolumeny transakcji, tym cena na giełdzie jest bardziej wiarygodna - mówił niedawno wiceprezes Urzędu Regulacji Energetyki Marek Woszczyk. Jego zdaniem powstanie drugiego parkietu może spowodować efekt przeciwny - rozdrobnienie transakcji.