Biznes Ludzie Pieniądze

MFW ostrzega przed używaniem kursu walutowego jako broni

Tomasz Prusek
06.10.2010 , aktualizacja: 06.10.2010 20:35
A A A Drukuj
Szef MFW Dominique Strauss-Kahn ostrzegł rządy, aby nie używały swoich walut jako broni w celu zwiększenia szans na eksport towarów, bo destabilizuje to światową gospodarkę
Kurs euro między 5 września a 6 października. Źródło: Stooq.com
Kurs euro między 5 września a 6 października. Źródło: Stooq.com
- Używanie walut jako broni w polityce gospodarczej jest bardzo ryzykowne dla globalnego ożywienia gospodarczego. Takie podejście będzie mieć niszczący długoterminowy wpływ - powiedział Strauss-Kahn w wywiadzie udzielonym dziennikowi "Financial Times".

To, co dzieje się na światowym rynku walutowym, przyprawia w ostatnich tygodniach o ból głowy ekonomistów, przedsiębiorców i polityków. Kursy walut ustalane są na wolnym rynku, ale decyzje rządów czy banków centralnych mają ogromny wpływ na wartości walut. Przykładem jest USA, gdzie bank centralny Fed nieoczekiwanie oświadczył, że zależy mu na zwiększeniu inflacji, by zapobiec jej odwrotności, czyli deflacji - zabójczej dla ożywienia gospodarczego. Ekonomiści odczytali to jako zapowiedź kolejnego dodrukowania miliardów dolarów. Na wieść o tym inwestorzy zaczęli wyprzedawać amerykańską walutę i lokować kapitał w pewniejszym euro, franku czy japońskim jenie. Dolar zaczął dramatycznie tracić na wartości i w ciągu kilkunastu dni cena euro podskoczyła o blisko 10 amerykańskich centów - do 1,39 dol.

Wzrost popytu na bezpieczniejsze waluty ze zgrozą przyjęli bankierzy w Eurolandzie, Szwajcarii i Japonii. Bo im silniejsza jest waluta danego kraju, tym słabsze są perspektywy dla jego eksportu. Towary europejskie i japońskie na skutek psucia amerykańskiej waluty będą na światowych rynkach droższe. Bank Japonii zareagował szybko obniżeniem stóp procentowych do zera, ale wywołało to jedynie przejściowe osłabienie jena. Nie pomogły też wcześniejsze interwencje walutowe. Japońska gospodarka z tak silną walutą nie ma szans na wyrwanie się z gospodarczej stagnacji. Podobny problem mają Szwajcarzy, którzy z silnym frankiem bezskutecznie walczą już od dwóch lat prowadząc interwencyjny skup walut.

Paznokcie gryzą też eksporterzy w Eurolandzie, patrząc na umacnianie euro. Silna wspólna waluta może szczególnie uderzyć w największą europejską gospodarkę - Niemcy - która oparta jest na eksporcie wysokoprzetworzonych towarów.

Czarne chmury gromadzą się nad Chinami, które coraz częściej są oskarżane o nieuczciwą konkurencję z powodu utrzymywania niskiego kursu juana ustalanego przez państwo, a nie na wolnym rynku. Import tanich chińskich towarów zmniejsza presję inflacyjną w wielu krajach. Ale kiedy pojawia się zagrożenie deflacją, jak w USA, to wywołuje silne protesty. MFW chce, aby juan został umocniony. Chińczycy staliby się wtedy bogatsi i na więcej byłoby ich stać. W takim scenariuszu tanie towary z chińskich fabryk przestałyby zalewać świat, bo zostawałyby na chińskim rynku.

Słaby dolar destabilizuje też rynki surowcowe, bo transakcje tam są zawierane w tej walucie. Drożeje miedź i ropa, windując przy okazji na światowych giełdach kursy spółek surowcowych. Na naszym parkiecie ostatni rekord indeksu WIG20 był możliwy w dużej mierze dzięki zwyżce miedziowego koncernu KGHM.

Najdroższe w historii jest złoto. To również wynik osłabienia dolara, bo metalami szlachetnymi handluje się w zielonych. Uncja złota (31,1 grama) kosztuje już 1339 dol.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos