Przebywający w weekend w Waszyngtonie Juncker powiedział dziennikarzom, że fatalna kondycja fiskalna i finansowe problemy Grecji były znane w UE od lat. - Było jasne, że prędzej czy później Grecy będą musieli się zmierzyć z tym problemem, wiedzieliśmy, że to się zdarzy - powiedział premier Luksemburg i szef Eurogrupy. Jak dodał, Unia nie zrobiła nic, by greckiemu kryzysowi zaradzić, jednak czołowi niemieccy i francuscy politycy oraz szef EBC Jean-Claude Trichet na długo przed wybuchem greckiego kryzysu rozmawiali o tym, jak duży wpływ będzie on miał na stabilność UE i strefy euro. - Wielu ludzi na wysokich stanowiskach zdawało sobie sprawę z sytuacji w Grecji. Ja też, ale nie mogłem przedstawić publicznie wiedzy, którą posiadałem - powiedział Juncker. Dodał jednak, że katastrofa fiskalna w Grecji była nieunikniona. - Greckiego kryzysu można było uniknąć, rozpoczynając odpowiednia działania dwie albo nawet trzy dekady temu, a nie w zeszłym roku - stwierdził.
Greccy politycy przyjęli słowa Junckera ze zdziwieniem, jednak najwięcej zamieszania wywołał inny fragment wywiadu. W rozmowie z AFP Juncker stwierdził, że próbował rozmawiać na temat fatalnej sytuacji Grecji i przestrzec przed jej skutkami z jednym z ówczesnych premierów tego kraju (nie podał nazwiska). Ten jednak, według relacji premiera Luksemburga, rozłożył bezradnie ręce i stwierdził krótko: "Jestem premierem skorumpowanego kraju". Naturalnie oczy mediów skierowały się na poprzednich szefów rządów, a na ich reakcję nie trzeba było długo czekać. - To kompletny nonsens - powiedział socjalista Costats Simitis, który rządził Grecją przez dwie kadencje od 1996 do 2004 roku - w tym czasie Grecja weszła do strefy euro i zorganizowała letnie igrzyska olimpijskie. - W czasie moich rządów gospodarka rosła o 5 proc. w skali roku, a deficyt publiczny nie przekraczał 4 proc. Nie miałem żadnego powodu uważać, że mój kraj jest skorumpowany - powiedział Simitis. Także jego następca, konserwatysta Kostas Karamanlis, który był premierem Grecji w latach 2004-09, zaprzeczył, że prowadził jakiekolwiek rozmowy z Junckerem na ten temat.
W ubiegłym roku grecki deficyt budżetowy wyniósł 13,6 proc. PKB, a dług publiczny aż 115,1 proc. PKB. Przed bankructwem Greków uratowała warta 110 mld euro pomoc finansowa. Grecy mocno zacisnęli pasa - do 2014 roku muszą zmniejszyć deficyt do poziomu 3 proc. PKB. Kilka miesięcy temu wyszło na jaw, że przynajmniej od 2001 roku używali skomplikowanych umów finansowych, dzięki którym przesyłali do KE sfałszowane dane i sztucznie zaniżali poziom długu i deficytu.