Od New Jersey do Virginii pod dnem Oceanu Atlantyckiego pobiegnie kabel, który połączy kilkanaście farm wiatrowych. Wyprodukują one łącznie prąd o mocy 127 gigawatów. Wystarczająco dużo, aby w połowie zaspokoić zapotrzebowanie na energię w tym regionie.
Farmy będą rozsypane na odcinku o długości 560 km. Staną w pobliżu ośrodków o największym zapotrzebowaniu, czyli tam, gdzie swoje siedziby mają największe firmy takie jak General Electric czy Siemens. Każda farma wiatrowa farma ma być wysunięta 24-32 km w głąb morza. Dzięki temu wiatraki będą niewidoczne z brzegu.
Realizacją projektu zajmie się nowo utworzona spółka Atlantic Wind Connection. 37,5 proc. ma w niej Google. Tyle samo przypadnie spółce Good Energies inwestującej w energię odnawialną. 10 proc. zaś kupi Marubeni, jedna z największych japońskich spółek zajmujących się handlem nieruchomościami. Nieoficjalnie mówi się, że całkowity koszt projektu to 5 mld dol.
Pierwsza faza budowy elektrowni rozpocznie się w 2013 r. Do tego czasu spółka będzie prowadzić badania i załatwiać formalności. Sieć farm wiatrowych będzie gotowa w 2016 r. - Projekt, w który włączył się Google, pomoże rozwinąć przemysł energii wiatrowej w USA. Pod tym względem Stany Zjednoczone pozostają z tyłu za Chinami - powiedział
Bloombergowi Charlie Hodges, analityk branżowy.
Atlantic Wind Connection nie będzie jednak produkować energii. Tym zajmie się niezależna firma.