Szef Rady Gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki prezentował we wtorek na spotkaniu z przedsiębiorcami i ekonomistami (zorganizowanym przez Business Centre Club) propozycję nowych zasad "nadzoru właścicielskiego" nad spółkami skarbu państwa.
Nowe zasady dotyczą nie tylko reguł wyboru rad nadzorczych w państwowych spółkach, ale także zasad współpracy z urzędnikami resortu skarbu oraz - przede wszystkim - zasad wyboru tych spółek, które mają być pod szczególnym nadzorem państwa.
Cały pakiet - nazwany "Narodowym Programem Nadzoru Właścicielskiego" - ma zagwarantować, że te wybrane, państwowe spółki będą lepiej zarządzane.
- Realia polityczne są takie, że część spółek pozostanie państwowa. A skoro nie jest planowana ich sprzedaż w najbliższym czasie, to trzeba do nich przenieść najlepsze zasady obowiązujące w sektorze prywatnym - podkreślał były premier i były prezes Pekao SA.
Zmiany będą radykalne. Po pierwsze, projekt zrywa z zasadą, że członków rad nadzorczych państwowych spółek wybiera się w konkursach. W przyszłości ma ich wskazywać Komitet Nominacyjny - nowe, dziesięcioosobowe ciało składające się z "doświadczonych profesjonalistów" mianowanych przez premiera na pięcioletnią kadencję.
Listę spółek, w których w ten sposób będzie wybierana rada nadzorcza, ustali Ministerstwo Skarbu. Znajdą się na niej spółki o "europejskim" bądź "globalnym" potencjale, o strategicznym znaczeniu dla gospodarki i "specjalnym charakterze" (np. ważne dla bezpieczeństwa państwa).
Z rad nadzorczych tych spółek mają zostać wyrugowani urzędnicy resortu (dziś licznie w radach reprezentowani). Ale nie tylko oni - wykluczeni zostaną także przedstawiciele załogi. Bo jak tłumaczą autorzy projektu reformy, celem przedstawicieli pracowników jest "ochrona praw pracowniczych", a celem rady nadzorczej - ochrona interesu spółki. A te dwa cele są zdaniem Rady Gospodarczej w konflikcie.
Przedstawiciele resortowego departamentu nadzoru właścicielskiego znikną z rad nadzorczych, ale zachowają kontrolę nad spółką. Na posiedzeniach WZA będą reprezentować dominujący głos skarbu państwa. Ten superdepartament zostanie stworzony z połączenia czterech obecnych departamentów nadzoru w MSP.
Reforma zniesie też obowiązywanie ustawy kominowej (ograniczającej wysokość pensji w państwowych spółkach). Odtąd o wysokości pensji zarządu ma decydować rada nadzorcza spółki.
Ekspremier Bielecki deklaruje, że jeszcze w październiku projekt ustawy będzie przyjęty przez rząd. A potem będzie wysłany do Sejmu, najlepiej w tzw. szybkiej ścieżce. - Po to budujemy instytucjonalne rozwiązania, żeby było trudniej robić nieprzyzwoite rzeczy. Ale że nadal będą ludzie, którzy będą próbować robić nieprzyzwoite rzeczy, to nie ma wątpliwości. Nie ma możliwości zbudowania dobrych zabezpieczeń - przyznał.
BCC deklaruje poparcie dla pomysłu nowego "nadzoru właścicielskiego", ale obecni na spotkaniu eksperci i przedsiębiorcy mieli sporo wątpliwości. Podkreślali, że najsłabszym ogniwem planu jest kontrola nad spółkami przez resortowy""departament nadzoru". - Bo urzędnicy unikają ryzyka. Ich główny cel myślenia to "watch your ass" (uważaj na swój tyłek). I tego nie zmieni żadna ustawa, dopóki mamy CBA i prokuraturę nastawioną na szukanie patologii - mówił Adam Pawłowicz, były prezes Ruch SA. - Zarządy firm i tak będą musiały chodzi na dywanik do urzędników.
- Pojawił się motyw tworzenia polskich "czempionów" gospodarczych. Ale dlaczego czempion musi być państwowy? Pojawia się sugestia, że jeśli chcemy mieć sukces technologiczny, to musimy mieć duże państwowe firmy. To niepokojące - mówił prof. Stanisław Gomułka.
- Popieramy ten plan pod warunkiem, że to jest tylko rozwiązanie przejściowe. Bo zawsze prywatny właściciel będzie lepiej dbał o firmę niż państwowy - konkludował Marek Goliszewski, prezes BCC.