Rosyjski producent, zdjęcia w Argentynie, zawodnicy z Czech, Słowacji, Polski, Ukrainy i Białorusi - to najnowszy teleturniej, który największe telewizje z Europy Środkowej zamówiły w firmie Endemol.
Uczestniczka amerykańskiej wersji programu "Wipeout"
W walce o nagrodę pieniężną uczestnicy programu "Wipeout" muszą pokonać "największy na świecie tor przeszkód". W amerykańskiej stacji ABC zwycięzca jednego odcinka dostaje 50 tys. dol. W zeszłorocznym rankingu najbardziej popularnych na świecie teleturniejów branżowego tygodnika "TV Week" program zajął trzecie miejsce. Pod względem wielkości widowni wyprzedziły go jedynie brytyjscy "Milionerzy" oraz holenderska edycja programu "Grasz czy nie grasz".
Zobacz fragment odcinka programu "Wipeout"
Produkcją i dystrybucją widowiska zajmuje się międzynarodowa firma producencka Endemol, która w Polsce jest znana z takich programów, jak "Big Brother" (TVN, TV 4), "Dzieciaki górą" (TVP) czy "Klub Szalonych Dziewic" (TVN).
O środkowoeuropejskiej edycji "Wipeout" producent poinformował na swojej stronie internetowej 4 października. Na 10 odcinków zrzuciły się: polski TVN, czeska TV Nova, słowacka TV Markiza, ukraiński Inter oraz białoruska ONT.
O złoty medal i puchar będą walczyć cztery 20-osobowe zespoły (wspólną ekipę wysłały Czechy i Słowacja), składające się zarówno z amatorów, jak i zawodowych sportowców. Zgodnie z regulaminem tych ostatnich nie mogło być więcej niż sześciu. Każda ze stacji wysłała do Argentyny również własnych prowadzących. Widowisko w pięciu wersjach językowych nie będzie emitowane o tej samej godzinie z powodu m.in. różnic czasu w różnych krajach. Producent twierdzi, że program ma zakończyć się we wszystkich pięciu stacjach na przełomie tego i następnego roku, a obecnie telewizje prowadzą z nim rozmowy na temat drugiego sezonu.
Zobacz zmagania uczestników programu:
Produkcją zajmie się rosyjska spółka WeiT Media, w której Endemol ma udziały. Jej prezes Timur Weinstein ujawnił dziennikowi "Wiedomosti", że koszt wyprodukowania jednego odcinka wynosi 120-160 tys. euro (480-640 tys. zł). Nie wiadomo jednak, czy stacje podzieliły koszty po równo. - To poufna informacja - usłyszeliśmy w biurze WeiT Media.
W świecie filmowym koprodukcje, w których biorą udział nadawcy z różnych krajów, są powszechną praktyką. W ten sposób stacje i producenci nie tylko zmniejszają ryzyko finansowe, ale również biorą udział w produkcjach, których nie są stanie sfinansować samodzielnie. Największą barierą jest wielkość widowni, a co za tym idzie - wydatków na reklamę telewizyjną w poszczególnych krajach. Według szacunków domu mediowego ZenithOptimedia polski rynek reklamy telewizyjnej jest wart ok. 1,65 mld euro, podczas gdy słowacki - już tylko 751 mln euro.
Jednak w świecie telewizyjnych programów rozrywkowych koprodukcje nie są częstym zjawiskiem. Według Anastasji Wasilewej z WeiT Media współpraca stacji z pięciu krajów przy "Wipeout" jest przypadkiem bez precedensu.