Biznes Ludzie Pieniądze

Bitwa o Liverpool. Zarząd chce sprzedać klub bez zgody właścicieli

mib
14.10.2010 , aktualizacja: 14.10.2010 17:57
A A A Drukuj
Tom Hicks i George Gillett są w tej chwili jednymi z najbardziej znienawidzonych Amerykanów w Wielkiej Brytanii. Dlaczego? Bo są właścicielami klubu, który Anglicy kochają. Hicks i Gillet robią jednak wszystko, żeby go nie oddać
Hicks i Gillett kupili FC Liverpool trzy lata temu. Na zakup pożyczyli 250 mln funtów od Królewskiego Banku Szkocji. Od tego czasu dług wzrósł o 35 mln. Termin spłaty mija w piątek 15 października.

To właśnie długi, z którymi właściciele sobie nie radzą, są powodem nienawiści kibiców. Według fanów słabe wyniki klubu są skutkiem braku pieniędzy. - To, co dzieje się na boisku, jest konsekwencją działalności właścicieli. Owszem, nie oni grają, ale przez nich nie stać nas na wzmocnienia - mówił rzecznik kibiców.

Hicks i Gillet zgodzili się więc na sprzedaż, ale nie taniej niż za 500 mln funtów. Do tej pory potencjalni inwestorzy woleli jednak poczekać. Liczyli na to, że Amerykanie nie zdążą spłacić długu, a Royal Bank of Scotland złoży wniosek o upadłość i sprzeda Liverpool za równowartość zadłużenia.

Ale coraz częściej zaczęły pojawiać się oferty. Jedną z nich złożyła w zeszłym tygodniu spółka New England Sports Ventures (NESV), która jest współwłaścicielem amerykańskiego zespołu baseballowego Red Sox. NESV zaproponował 300 mln funtów. O 200 mln mniej niż chcieli Hicks i Gillet. Właściciele się na to nie zgodzili.

Zarząd postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce i sprzedać drużynę bez pytania właścicieli o zdanie. Szefowie klubu doszli do porozumienia z NESV. Kiedy dwaj Hicks i Gillet się o tym dowiedzieli, wpadli w furię i podali sprawę do sądu. Wyrok zapadł w środę. Wygrał zarząd. Droga do sprzedaży stała więc otworem.

Szef NESV niemal od razu po ogłoszeniu wyroku wsiadł do samolotu i wyleciał do Londynu. Miał nadzieję, że jeszcze w czwartek nad ranem uda mu się podpisać umowę. Nie udało się. Hicks i Gillet mieli asa w rękawie.

Znowu podali sprawę do sądu. Tym razem w Teksasie, gdzie mieszkają. Jak sami mówili, złożyli pozew, żeby "bronić się przed wielkim szwindlem z rąk złodziejskiej korporacji dyrektorów i ich współpracowników". Według Amerykanów członkowie zarządu są zwykłymi "pionkami" w rękach szkockiego banku.

Teksaski sąd wstrzymał transakcję. Uznał, że klub jest wart co najmniej dwa razy więcej niż propozycja NESV.

W tym tygodniu pojawiło się kilka ofert. Jedną złożył biznesmen z Singapuru Peter Lim. Był gotowy dać za Liverpool 320 mln funtów i zobowiązał się wydać kolejne 40 mln na kupno nowych zawodników. W czwartek poinformował jednak, że zarząd odrzucił jego propozycję. Ofertę złożył też FBR Capital Markets, który był gotowy dać nawet 400 mln funtów. Zarząd nie odpowiedział dotąd na jego ofertę.

W czwartek sprawa ponownie trafiła do sądu w Londynie. Reprezentanci szkockiego banku i zarząd argumentowali, że Teksas nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, bo angielska drużyna powinna być sprzedawana zgodnie z angielskim prawem.

Termin spłaty mija w piątek. Jeśli do tego czasu nie znajdzie się ktoś, kto spłaci długi, to szkocki bank będzie miał prawo złożyć wniosek o upadłość i sprzedać drużynę. Klub straciłby wtedy 9 pkt w rozgrywkach ligowych.

Liverpool jest uważany za jeden z najbardziej zasłużonych klubów angielskich. 18 razy zdobył mistrzostwo Anglii. Ostatni raz w 1990 r.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy