Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd kłóci się o kasę

Patrycja Maciejewicz
14.10.2010 , aktualizacja: 14.10.2010 20:15
A A A Drukuj
Ministrowie szukają pieniędzy na załatanie dziury w finansach publicznych. Co jeden zgłosi, inny oprotestowuje
Sytuacja finansów publicznych jest poważna. Tylko w tym roku mamy 50-miliardowy deficyt budżetowy, deficyt całego sektora finansów publicznych otrze się o 8 proc. PKB, dług publiczny przekracza 730 mld zł (według licznika długu Forum Obywatelskiego Rozwoju) i nadal szybko rośnie. Przez najbliższe lata dług będzie balansować na granicy 55 proc. PKB. Realna jest więc groźba, że choćby przez jakieś nagłe tąpnięcie na światowych rynkach finansowych przekroczymy ten próg.

Minister finansów Jacek Rostowski naszkicował plan ratunkowy na wypadek, gdyby tak się rzeczywiście stało. Oprócz dwóch

kolejnych podwyżek VAT, po przekroczeniu 55 proc. przez dług, zawieszona zostałaby ulga rodzinna, ulga na internet i prawo do preferencyjnego opodatkowania twórców, naukowców i dziennikarzy. Wszystko to zostało zapisane w projekcie nowelizacji ustawy o finansach publicznych.

Sam minister Rostowski nie wierzy w to, aby proponowane przez niego rozwiązania musiały być wdrażane w życie. - Prawdopodobieństwo tego jest małe. Ważne jednak jest to, aby obywatele i rynki wiedzieli dokładnie, co będzie, jeśli się tak stanie - powiedział wczoraj na konferencji prasowej.

Czy zaproponowane przez niego rozwiązania zostaną przyjęte przez rząd? - W takich sprawach minister wcześniej uzgadnia wszystko z premierem. Myślę jednak, że nie obędzie się bez protestów innych ministrów - powiedziała nam anonimowo osoba z otoczenia ministra finansów.

I rzeczywiście wczoraj rano minister pracy Jolanta Fedak skrytykowała pomysł zawieszania ulgi rodzinnej. - Absolutnie jestem przeciwna temu rozwiązaniu, jest to ulga o charakterze systemowym, która poprawia sytuację dochodową rodzin z dziećmi, a sytuacja tych rodzin jest najgorsza, jest czasem gorsza nawet niż emerytów i rencistów - powiedziała w Radiu Tok FM.

I natychmiast zgłosiła własny pomysł łatania dziury w finansach. - Uważam, że w przypadku przekroczenia przez Polskę 55 proc. długu, należałoby natychmiast wstrzymywać przekazywanie pieniędzy do OFE.

Takie rozwiązanie dałoby ministrowi finansów oddech - nasze emerytalne oszczędności zamiast trafić do OFE zostałyby przez ZUS wypłacone na bieżące emerytury, a państwo mogłoby mniej dopłacić Zakładowi.

- Do OFE przekażemy w przyszłym roku ok. 24 mld zł. Do tego dochodzi obsługa długu emerytalnego w wysokości ok. 15 mld zł. Takiej sumy nie da się uzyskać, likwidując ulgi ani tym bardziej becikowe - oszacowała minister.

Jeszcze niedawno minister Fedak i minister Rostowski byli w jednej drużynie, próbując nakłonić premiera do zmniejszenia składek wpłacanych do OFE z 7,3 do 3 proc. Argumentowali, że OFE i tak za większość pieniędzy kupują rządowe obligacje. Premier jednak przychylił się do propozycji swego głównego doradcy Michała Boniego, aby nie demontować reformy emerytalnej.

Teraz - na razie - Rostowski tak otwarcie Fedak nie popiera. - Nie znam szczegółów tej propozycji. Nie oznacza to, że nie jesteśmy otwarci na inne sugestie - zaznaczył.

Kolejny front w rządzie otworzył jednak Michał Boni. Jego zdaniem ani propozycje Jacka Rostowskiego, ani Jolanty Fedak nie są dobre.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów