Plaga bankructw była od dawna zapowiadana i nieuchronna, ale zaskoczyła banki podobnie jak zima zaskakuje drogowców. Dwa miliony amerykańskich rodzin zostanie w tym roku eksmitowanych ze swoich domów, a kolejne kilka milionów znajduje się na krawędzi bankructwa. Aż 10 proc. kredytów hipotecznych w USA jest niespłacanych przynajmniej od trzech miesięcy.
Banki dosłownie toną w morzu nakazów eksmisji, które muszą przygotować. Ratując się przed powodzią, wymyśliły robota podpisywacza, ale zostały przyłapane. W rezultacie rynek nieruchomości w USA może sięgnąć kolejnego dna, choć latem wydawało się, że gorzej już być nie może - sprzedaż nowych domów spadła bowiem do poziomu najniższego od 1967 r.
Złapać robota za rękę
Robot podpisywacz to pracownik banku lub notariusz, który masowo podpisuje dokumenty procesowe do eksmisji. Zgodnie z prawem powinien każdą sprawę szczegółowo zbadać, a jego podpis ma przed sądem rangę przysięgi, że tego obowiązku dopełnił. Tymczasem roboty rekordziści podpisywali po dziesięć tysięcy wniosków o eksmisję miesięcznie, czyli statystycznie 400 dziennie (odliczając dni wolne od pracy). Jeden i ten sam podpis widnieje na papierach dotyczących domów porozrzucanych po całej Ameryce, odległych setki czy tysiące kilometrów od biura, w którym urzęduje podpisywacz. Czasami zaś okazuje się, że rzekomo jeden notariusz podpisuje się na kilka diametralnie różnych sposobów, co stwarza poważne podejrzenie, że podpisywały za niego ludzkie roboty.
Siłą rzeczy do tak przygotowywanych dokumentów musiały wkraść się błędy. Na wielu podpis notariusza jest datowany wcześniej niż podpis pracownika banku, co oznacza, że notariusz podpisywał wniosek in blanco.
Robotów podpisywaczy zdemaskowali sędziowie, którzy w 23 stanach USA zgodnie z prawem muszą zatwierdzić każdą eksmisję. - Blisko 20 proc. wniosków jest wadliwych - szacuje Lee E. Haworth, przewodniczący sądu okręgowego z Florydy, który tylko jednego dnia, 17 września, odrzucił 61 wniosków o eksmisję. - Wysyłam bankom ponaglenia, żeby poprawiły dokumenty, one obiecują, że poprawią, ale nie poprawiają - opowiadał sędzia dziennikarzom "New York Timesa".
Banki, przyłapane w kilku stanach, wpadły w panikę. Pierwszy pękł GMAC Mortgage, jeden z największych graczy na rynku hipotecznym, który w połowie września zawiesił wszystkie procedury eksmisyjne. Pewien pracownik banku przyznał, że codziennie taśmowo podpisywał po kilkaset wniosków, nie mając zielonego pojęcia, co w nich jest. W zeszłym tygodniu JP Morgan Chase ogłosił, że zawiesza 56 tys. procedur eksmisyjnych w 23 stanach, w których eksmisje wymagają wyroku sądu. Największy amerykański bank - Bank of America - najpierw zawiesił eksmisje tylko w tych 23 stanach, ale potem zamroził je we wszystkich stanach USA.
Bankowcy obawiają się, że tysiące już eksmitowanych Amerykanów zacznie w sądach podważać procedury eksmisyjne. Niektóre z ich domów są już sprzedane, co zatem zrobić z nowymi właścicielami? Teraz ich z kolei trzeba będzie eksmitować, żeby do domów mogli wrócić bezprawnie usunięci właściciele. Bankruci wrócą do domów i dalej zapewne nie będą płacić kredytów, aż zostaną znowu eksmitowani - tym razem już z zachowaniem procedur.
Takiego czarnego scenariusza boją się również firmy ubezpieczające nieruchomości od wad prawnych. Niektóre banki wymagają takich ubezpieczeń od klientów kupujących domy na kredyt. Jeśli kiedyś okaże się, że do domu zgłoszą roszczenia jacyś nieznani w chwili zakupu właściciele, koszty wyplątania się z tej sytuacji pokrywa ubezpieczyciel.
Old Republic National Title Insurance, potentat na rynku takich ubezpieczeń, dziesięć dni temu wstrzymał ubezpieczenia wszystkich domów kredytowanych przez JPMorgan Chase i GMAC Mortgage. Po ogłoszeniu decyzji Old Republic mocno spadły na nowojorskiej giełdzie akcje innych ubezpieczycieli aktów własności - Fidelity National Financial (o 4 proc.) i First American Financial (o 3 proc.).
Roboty podpisywacze to pikuś
W ostatnią środę prokuratury wszystkich 50 stanów wspólnie ogłosiły, że prowadzą śledztwa w sprawie "nieprawidłowości w procedurach eksmisyjnych", koncentrując się na zjawisku robotów podpisywaczy.
Jednak roboty podpisywacze to tylko wierzchołek góry lodowej, o którą roztrzaskać się może amerykański rynek nieruchomości. Najnowsze błędy w dokumentacji nakładają się bowiem na usterki w aktach własności i hipotekach z czasów kredytowego szaleństwa, kiedy banki i instytucje finansowe masowo handlowały między sobą hipotekami klientów.
Hipoteki traktuje się w USA podobnie jak giełdowe akcje. Po sprzedaży domu na kredyt bank, który wystawił hipotekę, najczęściej "wrzuca" ją do puli setek swoich hipotek i sprzedaje funduszom powierniczym z Wall Street jako "pakiet". Z kolei fundusze sprzedają te pakiety hipotek przeróżnym inwestorom na całym świecie - maklerom z Hongkongu, funduszom emerytalnym z Niemiec itd. Inwestorzy automatycznie dostają prawo do części pieniędzy, które co miesiąc kredytobiorca spłaca w swoim banku jako kolejną ratę kredytu.
Szacuje się, że ze wszystkich amerykańskich hipotek nominalnie wartych w sumie 11 bilionów dolarów, aż dwie trzecie zostały zamienione w takie właśnie papiery wartościowe, które krążyły po całym świecie. Do krachu na rynku nieruchomości w 2008 roku banki udzielały kredytów każdemu, nawet bezrobotnym, byle tylko zdobyć następną hipotekę i sprzedać ją w pakiecie. Fundusze powiernicze sprzedawały pakiety nie tylko inwestorom, ale także sobie wzajemnie, dlatego zdarzało się, że jedna hipoteka zmieniała właścicieli wielokrotnie.
Większość stanów USA wymaga, żeby każdą sprzedaż hipoteki rejestrować w sądzie lub stanowej administracji. Ale banki i fundusze powiernicze - w natłoku transakcji - ignorowały ten obowiązek i w aktach własności powstał taki bałagan, że dziś często nie wiadomo, do kogo należy dana hipoteka. Odkrywają to dziś ze zdumieniem sędziowie - podczas rozpraw o eksmisję okazuje się, że do jednej hipoteki zgłasza roszczenia kilka instytucji.
Ale to, znowu, tylko część problemu. Najgorsze jest to, że inwestorzy z całego świata, którzy przed krachem w ciemno kupowali pakiety hipotek, teraz - kiedy inwestycje okazały się nieświeże - zaczynają przyglądać się dokumentacji, szukając dziury w całym. I jeśli tylko znajdą jakieś błędy, wykorzystują je jako pretekst i przed sądem domagają się od banków i funduszy powierniczych unieważnienia transakcji i zwrotu pieniędzy.
Nie ma dokładnych statystyk, ile takich procesów już się toczy, ale problem niewątpliwie istnieje. - Jeśli sądy będą przyznawać rację inwestorom, nakazując bankom i funduszom powierniczym z Wall Street oddawać pieniądze za "wadliwe" pakiety hipotek, to wszystko się zawali - prorokuje w rozmowie z "Washington Post" Debash Chatterjee, wiceprezydent ośrodka badań rynku Moody's.
Ile zajmie sprzątanie?
Trzy wielkie banki - Bank of America, JP Morgan i GMAC - zapowiadają, że uporządkowanie dokumentacji zajmie im kilka tygodni, ale np. Adam Levitin, profesor prawa z Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie uważa, że może to potrwać nawet rok. - Problemy z ustaleniem historii własności hipotek są poważne i powszechne. Jeśli nie potrafimy ich rozwiązać, cały rynek nieruchomości może zostać sparaliżowany - twierdzi prof. Levitin.
Równie kasandryczne wizje snuje kongresman Alan Grayson, który w zeszłym tygodniu pisał w alarmującym liście do sekretarza skarbu Timothy'ego Geithnera, że "zagrożenie dla głównych banków jest potencjalnie ogromne i stwarza ryzyko dla całego systemu".
Niektórzy kongresmani proponowali, żeby wprowadzić ogólnokrajowy zakaz eksmisji do czasu uporządkowania papierów przez banki, ale nie zgodziła się na to rządowa agencja nadzoru nieruchomości. - System finansowania rynku nieruchomości jest zbyt kruchy - wyjaśnia szef agencji Edward DeMarco. - Musimy rozwiązać problem nieprawidłowości przy eksmisjach w sposób uczciwy względem bankrutujących właścicieli domów, ale także zadbać o interesy banków, agencji nieruchomości i instytucji inwestujących w papiery hipoteczne.
Również prokuratorzy stanowi prowadzący śledztwa w sprawie robotów podpisywaczy zastrzegali, że nie mają zamiaru bronić bankrutów i wstrzymywać eksmisji w nieskończoność. Ale na razie bankowcy zgrzytają zębami, a setki tysięcy bankrutów się cieszą - mieli zostać eksmitowani, ale dalej mieszkają zupełnie za darmo, nie płacąc kredytów, w swoich (jeszcze) domach. Aby do wiosny.