Już od roku Andrzej Kraszewski stara się rozwiązać problem bezpańskich śmieci. Mniej więcej jedna piąta domowych odpadów ląduje w lasach, przy drogach czy w domowych piecach. Resort uważa, że jest tylko jeden sposób by to zmienić - obarczyć gminy odpowiedzialnością za losy naszych domowych śmieci, czyli przekazać im władztwo nad odpadami komunalnymi.
Tak zrobiono to w niemal całej Europie, gdzie obywatele płacą gminom za to, by odebrała od nich odpady i utrzymywała czystość na swoim terenie. Ponieważ taka opłata jest obowiązkowa, zryczałtowana i nie związana z ilością produkowanych śmieci, znika pokusa, by pozbywać się ich pokątnie. A że taki system przekłada się na czystość, dowodzi przykład Legionowa, Pszczyny i paru innych gmin w Polsce, które przeforsowały jego zmianę. By to jednak zrobić, trzeba rozpisać referendum. To zaś jest drogie i nie gwarantuje sukcesu, o czym przekonało się kilka innych gmin, których mieszkańcy nie chcieli "podatku śmieciowego". A jeśli wprowadzi go tylko część gmin, jedne będą podrzucały śmieci innym.
Dlatego minister Kraszewski opowiada się za odgórną, ustawową i ogólnopolską zmianą systemu. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że nie zdoła przeforsować oporu lobby śmieciowego, któremu bardziej sprzyja dotychczasowy system. W efekcie projekt nowej ustawy trafił do rządu w trzech wariantach. Wczoraj aprobatę uzyskał ten, za którym opowiadał się Kraszewski. Rewolucyjna ustawa śmieciowa pozwoli gminom złagodzić problemem dzikich wysypisk, niskiego poziomu recyklingu, i spalaniem śmieci w piecach. A tym samym nieco oddalić groźbę unijnych kar za niedotrzymanie ustaleń akcesyjnych