W poniedziałek szefowie Związku Banków Polskich poinformowali o swoich postulatach kierowanych do Komisji Nadzoru Finansowego. Bankowcy protestują przeciwko propozycjom nadzoru, by ograniczyć wartość udzielanych kredytów hipotecznych w walutach obcych. I przekonują, że: 1) jakiekolwiek ograniczenia powinny dotyczyć tylko nowych kredytów, 2) muszą zostać mocno opóźnione, a najlepiej byłoby, gdyby 3) z regulacji wyłączyć kredyty w euro, bo wkrótce będzie to nasza domowa waluta.
Nie wszystkie argumenty bankowców są trafione. Ten mówiący, że wkrótce znajdziemy się w Strefie Euro, jest dość humorystyczny. Gdyby nadzór przychylił się do propozycji, by wyłączyć z ograniczeń kredyty eurowe, oznaczałoby to, że składa bezwarunkową kapitulację i pozwala bankom prowadzić dowolną politykę. Bo kredytów w innych walutach niż euro i tak jest tyle, co kot napłakał.
Więcej racji mają bankowcy jeśli chodzi o postulat zastosowania "opcji zerowej", czyli ograniczeń kredytów walutowych w portfelach licząc od początku 2011 r. Jakiekolwiek inne rozwiązanie oznaczałoby de facto sterowanie przez nadzór rozwojem rynku i wskazywanie: ten bank ma dostać fory a tamten nie. Mówił o tym w wywiadzie dla "Gazety" Włodzimierz Kiciński, prezes Nordea Banku. Nadzór bankowy nie jest od tego, by sterować rynkiem, zwłaszcza że wszystkie banki działały do tej pory zgodnie z prawem. Zarówno te, które w portfelach kredytów walutowych nie mają w ogóle, jak i te, które żyją głównie z nich.
Być może warto pomyśleć o tym, by- jak proponuje ZBP - zmniejszyć limit kredytów walutowych w nowych portfelach banków z 50 do np. 30 proc. albo i jeszcze bardziej. Dzięki temu KNF szybciej osiągnąłby swój cel w postaci zwiększenia udziału kredytów złotowych w portfelach banków. Dziś bowiem 65 proc. wszystkich spłacanych przez Polaków kredytów hipotecznych to kredyty w walutach obcych, a 90 proc. z walutowych stanowią kredyty frankowe.
Nadzór zapewne chciałby jak najszybciej odwrócić proporcje. I być może ma rację. Ale w tym celu nie powinien zaburzać reguł konkurencji. Uczciwiej byłoby mocniej przykręcić śrubę, ale wszystkim bankom po równo. Nawet bez 18-miesięcznego vacatio legis, które proponują bankowcy. Niech prawo będzie twarde, ale sprawiedliwe.