- Porozumienie "pyrczy", zamiast "wrzeć". Oceniam jego realizację na trzy plus - mówi "Gazecie" Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Porozumienie (jego rocznica wypada jutro) między Urzędem a Telekomunikacją Polską zakończyło wieloletnią wojnę na rynku. Regulator groził nawet, że podzieli byłego monopolistę na części hurtową i detaliczną. Dlaczego? Bo zdaniem UKE "Tepsa" dyskryminowała operatorów alternatywnych, nie udzielając im tych samych informacji o potencjalnych klientach, które miał jej dział obsługi.
Porozumienie przerwało kłótnię - UKE zawiesił postępowanie w sprawie podziału, operator zobowiązał się rozdzielić systemy informatyczne działu hurtowego i detalicznego (to część tzw. chińskich murów), a przede wszystkim zainwestować w ciągu trzech lat w 1,2 mln łączy szerokopasmowych. Milion z nich musi mieć szybkość przynajmniej 6 Mb/s.
- Inwestycje ze strony TP trwają i są w miarę dobrze prowadzone. To są jedyne inwestycje telekomunikacyjne o poważnej skali, które w Polsce tak naprawdę mają miejsce - przyznaje Streżyńska. Ale zastrzega, że w przypadku innych elementów umowy nie jest już tak różowo. - Ostatnio padło między UKE a TP kilka ostrych słów, bo operator nie wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań - przekonuje.
UKE zleciło cztery audyty. - Nie doszukaliśmy się celowych działań przeciwko konkurencji, ale bałagan, który zauważyliśmy, sprawia, że działanie operatorów alternatywnych jest utrudnione - mówi Streżyńska.
Co szwankuje? Przede wszystkim systemy teleinformatyczne, które dostarczają operatorom, w tym alternatywnym, danych o klientach. Dzięki temu wiedzą, komu mogą zaproponować usługę. - Ciągle źródeł danych jest kilka, a informacje w nich zawarte różnią się - mówi prezes UKE. Teoretycznie TP ma na połączenie baz czas do końca roku. - Moim zdaniem ten termin byłby zagrożony, gdyby nie nasze ponaglenia i krytyczna ocena audytora - twierdzi Streżyńska.
Niedyskryminowanie operatorów było jednym z warunków porozumienia. - Nie możemy mówić, że dyskryminacja jest, ale wciąż mamy do czynienia z "obiektywnymi trudnościami". Z ich powodu nie dochodzi do pełnego udostępnienia wszelkich potrzebnych danych na czas, a często udostępnienie usługi wymaga wielokrotnych weryfikacji danych - tłumaczy szefowa Urzędu.
Regulator narzeka też na "chińskie mury". - Mniejsza o to, że wciąż są w nich dziury. Problemem jest to, że odpowiednie systemy w Grupie TP nie wyłapują tych przecieków - mówi.
To nie koniec. TP na bieżąco bada jakość obsługi operatorów alternatywnych. - Ale pokazujące tę jakość wskaźniki się nie poprawiają, raczej mają tendencje lekko spadkowe - mówi regulator. Co zrobi UKE? - Nie widzę dziś potrzeby, by z porozumienia się wycofywać. Ale nie mogę też zamykać oczu na to, że działa ono na "trójkę z plusem" - tłumaczy. I dodaje: - Nadal mam w ręku narzędzie, którym jest groźba wydzielenia w ramach TP osobnej spółki hurtowej. Postępowanie w tej sprawie się toczy i nie mam zamiaru w najbliższym czasie go umarzać. Czeka nas jeszcze co najmniej jeden audyt Grupy TP.
Streżyńska zapowiada też zmiany w porozumieniu, m.in. dotyczące sposobu rozliczeń między TP a operatorami, którym udostępnia łącza. - Najbliższe dwa kwartały będą czasem reformy i naprawy porozumienia, tak by działało przynajmniej na cztery plus - mówi.
Co o krytyce UKE sądzi operator? - TP terminowo przekazuje operatorom alternatywnym wszystkie informacje, których udostępnianie jest wymagane zapisami porozumienia. Tylko od kwietnia TP udostępniła ponad 200 mln informacji zebranych w 97 tys. plików, a zastrzeżenia operatorów alternatywnych dotyczyły jedynie 76 plików, czyli 0,08 proc. - przekonuje Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP. - Przy tak ogromnej skali udostępniania danych trudno nie znaleźć pojedynczych problemów, ale dokładamy wszelkich starań, aby było ich jak najmniej. To jeden z naszych priorytetów.