Biznes Ludzie Pieniądze

Jeśli KE nie zmusi nas do reform, zrobi to rynek

Stanisław Gomułka, BCC
22.10.2010 , aktualizacja: 22.10.2010 17:53
A A A Drukuj
Ministerstwo Finansów oszacowało deficyt finansów publicznych w 2010 r. na 7,9 proc. To ponad 112 mld zł. Mamy do czynienia z najwyższym deficytem od 1989 r. Ale sankcji ze strony Komisji raczej nie musimy się obawiać. Bać się powinniśmy reakcji rynków.
prof. Stanisław Gomułka
prof. Stanisław Gomułka
Obniżenie deficytu z 7,9 proc. do mniej niż 3 proc. to ogromne wyzwanie. A tego chciałaby Komisja Europejska. Rząd obiecuje, że zrobi to, ale dopiero w 2013 r. To i tak bardzo mało czasu.

Ale tak naprawdę to nie UE powinniśmy się obawiać. Moim zdaniem Komisja raczej nie wystosuje wobec Polski sankcji, bo nie jesteśmy jeszcze w strefie euro. Gorzej może być z rynkami.

Spójrzmy na przykład Węgier. Kraj ten przez pięć lat borykał się z ogromnym deficytem na poziomie 5-6 proc. PKB. Komisja nie nałożyła jednak na ten kraj żadnych kar. Rząd więc też nie podejmował konkretnych kroków aż do momentu, kiedy rynki zażądały wyższych stóp procentowych. To doprowadziło do upadku rządu i głębokiego kryzysu.

W przypadku Węgier taka sytuacja trwała blisko pięć lat. Polska jest teraz w połowie tej drogi. Plany rządowe pokazują, że deficyt w przyszłym roku też będzie duży - między 6 a 7 proc. PKB. Jeśli tak się stanie, to będzie to już trzeci rok bardzo wysokiego deficytu. Możliwe, że rynki będą jeszcze czekać. Ale jeśli po wyborach rząd nie podejmie żadnych działań, to mechanizm dyscyplinowania polityków przez rynek zadziała, tak jak było w przypadku Grecji, a później Portugalii i Hiszpanii.

Rząd brytyjski, nauczony doświadczeniami innych członków Unii, już się zreflektował i zacisnął pasa. Pytanie, czy polski rząd będzie umiał to zrobić.

Stanisław Gomułka - główny ekonomista Business Centre Club

Notował: mib

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów