Trzeba wymienić opakowania i przemalować ciężarówki. Spółdzielnia mleczarska Biomlek zmienia nazwę i ponosi ogromne koszty, bo Unia Europejska uznała, że nie jest "bio"
Biomlek, chełmski producent mleka, serków i jogurtów, jest na rynku od 1994 roku. Ma ugruntowaną pozycję nie tylko w regionie - produkty spółdzielni można kupić w całym kraju.
Teraz firma z długą tradycją będzie musiała od nowa budować markę. Winne są temu przepisy unijne.
Od 1 lipca 2010 r. Wspólnota wprowadziła zmiany w oznakowaniu produktów spożywczych. Od teraz produkt nie może mieć w nazwie "eko" lub "bio", jeśli nie został wyprodukowany z certyfikowanych produktów ekologicznych, w ekologicznym gospodarstwie.
Żeby gospodarstwo mogło uzyskać status "eko", rolnik musi przez kilka lat starać się o odpowiednie certyfikaty. Udowodnić, że nie stosuje żadnej chemii, żadnych przemysłowych ulepszeń itp. Efekt jest taki, że np. jajka "bio" są trzykrotnie droższe od tych bez certyfikatu. Spółdzielnia mleczarska surowce do produkcji kupuje więc u "zwykłych" rolników.
- Pierwsze zalecenia, żebyśmy zmienili nazwę, dostaliśmy już w 2008 r. - mówi Janusz Mojak, wiceprezes ds. produkcji. - Wówczas wygraliśmy sprawę z sądzie. Udowodniliśmy, że "bio" nie jest oznaczeniem produktów, tylko nazwą firmy - wspomina.
Firma musiała jednak dać za wygraną. - Przez dwa lata przepisy stały się bardziej restrykcyjne. Doszliśmy do wniosku, że teraz sprawy w sądzie nie wygramy. Postanowiliśmy zmienić nazwę firmy - mówi Mojak. Sprawa otarła się o Ministerstwo Rolnictwa, ale ono rozłożyło ręce.
Nową nazwę spółdzielni udało się szybko znaleźć - Bieluch. Pochodzi od nazwy serka - sztandarowego produktu firmy. Jednak firmę i tak czekają kłopoty. - Jest zamieszanie, bo musimy wszystko zmienić - tłumaczy Mojak.
Najpierw trzeba opatrzyć nowym logo 40 różnych opakowań. Do marca 2011 r. firma ma czas na opróżnienie magazynów z produktów ze starą nazwą. Niektóre z nich uda się sprzedać w ciągu dwóch tygodni. Inne stoją w magazynach nawet pół roku. - Nie uda się nam ich sprzedać na czas. Musimy je zutylizować - przyznaje wiceprezes. - Za projekty nowych opakowań też musimy zapłacić - dodaje.
Zarząd spółdzielni nie podliczył kosztów tej operacji, ale będą duże. Bo nowe logo firmy musi być na wszystkim: od samochodów dostawczych po papier firmowy i wizytówki pracowników. - Do tego urząd skarbowy jest bardzo skrupulatny i jeśli któryś z kontrahentów napisze w fakturze starą nazwę, to musimy odesłać tę fakturę - dodaje Mojak.
Najgorsze jednak jest to, że firma będzie musiała włożyć dużo wysiłku w wypromowanie nowej nazwy. To też koszty. - Mamy to szczęście, że więcej klientów kojarzy nazwę Bieluch niż tę starą - mówi wiceprezes.
Jednak według Andrzeja Jachima z firmy reklamowej Vena Art. spółdzielnię i tak czeka poważne zadanie marketingowe. - Bieluch jest dobrym wyborem, ale część klientów na pewno kojarzy produkty po starej nazwie firmy - mówi Jachim.