Eksperci PAN-u wciąż nie mogą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego firmy badające opinię publiczną nie były w stanie właściwie przepowiedzieć wyniku wyborczego Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, zwłaszcza w I turze wyborów prezydenckich.
- Firmy badawcze udzieliły nam powierzchownych odpowiedzi - tak tłumaczy brak opracowania jeden z członków komisji prof. Radosław Markowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN. Uważa on, że ośrodki, które badały preferencje wyborców przed tegorocznymi wyborami, ważą swoje próby respondentów w oparciu o kryteria socjologiczne, ale już nie polityczne. A bez tego dobra prognoza nie jest możliwa. Jego pytanie na ten temat firmy pozostawiły bez odpowiedzi.
Naukowcy przedstawili jednak wstępne wnioski i rekomendacje na podstawie tych danych, które udało im się zgromadzić.
Oto jeden z nich: od sondaży przedwyborczych nie należy oczekiwać prognozy prawdziwego wyniku.
- To raczej sposób na monitorowanie świadomości wyborców poszczególnych kandydatów - mówił dr Zbigniewa Sawiński z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Dokonane przez niego analizy podważyły tezę, że im bliżej wyborów, tym bardziej dokładne stają się sondaże. Z kolei dr hab. Paweł B. Sztabiński z IFIS PAN ustalił, że sondaże telefoniczne pozwalały lepiej przewidzieć wynik przed wyborami niż wywiady bezpośrednie, co też było sporą niespodzianką. Do tej pory bowiem sądzono, że to właśnie sytuacja, w której respondent udziela odpowiedzi w obecności ankietera bardziej sprzyja prawdomówności.
Komentując wnioski ekspertów Łukasz Mazurkiewicz z firmy badawczej ARC Rynek i Opinia, który również wchodzi w skład komisji, częścią odpowiedzialności obarczył media. - Są wielką "psują" sondażową - stwierdził, odnosząc się zarówno do sposobu prezentacji wyników badań, jak i ich wyceny przez redakcje zamawiające badania.
W zeszłym roku na badania rynku i opinii w Polsce wydano łącznie ok. 750 mln zł.