W minionym tygodniu "The Wall Street Journal" opisał sprawę wycieku danych milionów użytkowników portalu
Facebook. Podobny proceder
dziennik wykrył w maju w przypadku serwisu społecznościowego MySpace.
Mechanizm w obu przypadkach był podobny. Za pomocą aplikacji lub reklam umieszczonych na stronie pobrane zostały miliony tzw. ID , czyli unikalnego numeru przypisywanego każdemu użytkownikowi serwisu.
W
poniedziałkowym wydaniu "WSJ" opisuje szerzej działanie RapLeaf Inc. specjalizującego się w tworzeniu profili użytkowników internetu oraz ich sprzedaży zainteresowanym podmiotom. Do korzystania z baz firmy przyznają się agencje reklamowe, przedstawiciele handlu, a także amerykańscy politycy.
Wiele firm śledzi zachowania internautów, ale jak podaje gazeta, żadna nie robi tego na tak dużą skalę i tak wnikliwie. Jak wynika z dokumentów, do których dotarł "WSJ", RapLeaf tworzy bardzo szczegółową bazę danych, opierając się między innymi na historiach zakupów przez internet czy mediach społecznościowych. Potrafi zdobyć informacje na temat zakresu dochodów gospodarstwa domowego, przedziału wiekowego użytkownika, wieku dzieci, poglądów na tematy polityczne, religijne, stosunku do hazardu czy tytoniu.
RapLeaf zapewnia, że sprzedając profile, usuwa z nich prywatne informacje takie jak imię i nazwisko, adres e-mail czy inne dane umożliwiające identyfikację użytkownika. Nie gromadzi też wiadomości na temat dzieci, stanu zdrowia, orientacji seksualnej czy danych finansowych.
"WSJ" ustalił jednak, że w przypadku konkretnych osób unikalny ID z Facebooka trafił do 12 firm, a z MySpace do sześciu.
Z obawy przed wyciekiem danych coraz więcej firm blokuje korzystanie z portali społecznościowych swoim pracownikom. Jak
podaje "Wirtschaft Woche", korzystanie z Facebooka, Twittera oraz YouTube'a uniemożliwia już spora część niemieckich spółek notowanych na giełdzie DAX, wśród nich HeidelbergCement, Porsche czy Volkswagen.