Biznes Ludzie Pieniądze

Ostatnie łowy akwizytorów funduszy emerytalnych

mab, anpop
25.10.2010 , aktualizacja: 25.10.2010 20:53
A A A Drukuj
Rusza ostatnia emerytalna karuzela transferowa. Akwizytorom OFE zostało osiem miesięcy na przekonanie jak największej liczby przyszłych emerytów do zmiany funduszu. Gra idzie o miliony złotych prowizji
Waloryzacja rent i emerytur obejmie ponad 9 mln Polaków.
Waloryzacja rent i emerytur obejmie ponad 9 mln Polaków.
Cztery razy do roku akwizytorzy funduszy emerytalnych wyruszają na łowy i przekonują ludzi do zmiany funduszu. Stawką jest wysoka prowizja: często nawet ponad tysiąc złotych za zdobytego klienta.

Listopadową listę transferową zamknięto wczoraj. Jej wyniki poznamy dopiero za kilka miesięcy, ale może być rekordowa. - Spodziewamy się najgorszego, prawdopodobnie wyciągnęli od nas co najmniej kilka tysięcy klientów - mówi przedstawiciel jednego z większych OFE. - Najgorsze jest to, że nic nie mogliśmy zrobić, bo więcej płacić akwizytorom nie możemy - dodaje.

Dla akwizytorów to ostatnia szansa na łatwe pieniądze. Od lipca 2011 r. rząd chce im zakazać przenoszenia ludzi z funduszu do funduszu. Zmienić OFE będzie można jedynie listownie, telefonicznie lub przez internet. Za złamanie zakazu akwizytorom będzie groziła kara nawet do 1 mln zł. Takie zapisy znalazły się w założeniach do ustawy przygotowanych przez zespół ministra Michała Boniego. Towarzystwa emerytalne niechętnie na zakaz się zgodziły.

- Dlatego dla nas to ostatnia szansa, żeby zawalczyć o klientów - przyznaje akwizytor z wielkopolskiego biura ubezpieczeń. Zastrzega, żeby nie podawać jego imienia i nazwiska. Przyznaje, że akwizytorzy wykorzystują teraz każdy argument, nawet nieprawdziwy, by namówić na zmianę OFE. - Grozi się nawet karami, jeśli klienci się nie przepiszą. Z reguły to działa, bo i tak nikt nie ma pojęcia, jak działa system - dodaje.

O patologii wiedzą wszyscy, ale niewielu chce mówić. Większość akwizytorów od razu odkładała słuchawkę. - A co mają powiedzieć? Że wciskają ludziom kit? - pyta Robert Cichoń z kancelarii finansowo-ubezpieczeniowej, który jako jeden z niewielu zgodził się na rozmowę. Mówi wprost: - Akwizytorzy kłamią. Ostrzegają np., że fundusz zaraz przestanie istnieć, albo mówią, że ma złe wyniki, powołując się na stare lub nieprawdziwe dane.

Wtóruje mu Krzysztof Ż., pracujący dla OFE PZU: - Akwizytorom chodzi przecież o pieniądze, a nie o idee. Dla klienta i tak nie ma znaczenia, do którego funduszu trafi, bo różnice między OFE są żadne - przekonuje.

Po co zatem zmieniać fundusz, skoro nie ma różnicy? - OFE przecież mają środki, by płacić akwizytorom. Są takie, które płacą nawet tysiąc złotych za każdego klienta - mówi Ż.

Na zarobek najbardziej liczą duże sieci akwizytorów. W ostatnich tygodniach ich przedstawiciele chodzili do funduszy, sprzedając listy z namiarami na tysiące klientów.

Sieć akwizytorów nie może co prawda z dnia na dzień zacząć pracować dla nowego funduszu. - Dlatego tak cenne są bazy danych. Wystarczy, że ją sprzedadzą, nasi ludzie już wiedzą, co z tym robić - mówi szef sprzedaży jednego z mniejszych funduszy.

Pytamy, czy skorzystał z oferty. - Jak nie weźmiemy, to kupi ktoś inny. Liczy się każdy nowy klient. Ten, kogo złapie się teraz, po zakazie akwizycji, już od nas nie odejdzie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów