Trybunał Konstytucyjny orzekł, że system, w którym państwo opłaca składki zdrowotne za rolników, kłóci się z konstytucją. Dziś składki zdrowotne za rolników opłaca państwo i jest to 17,5 zł za hektar na miesiąc. Składki pracowników innych branż są dużo wyższe: 9 proc. pensji brutto, w przypadku tych, którzy płacą zwykły podatek dochodowy, oraz nieco ponad 233 zł (stawka stała ustalona przez państwo) w przypadku przedsiębiorców (także tych, którzy wybrali podatek ryczałtowy bądź kartę podatkową).
Co politycy mogą z tym zrobić po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego?
Np. skłonić rolników, by te 17,5 zł za hektar płacili po prostu z własnej kieszeni. Wówczas ustawodawca mógłby darować ją właścicielom najmniejszych gospodarstw, np. jednohektarowych.
PSL uważa że to niesprawiedliwe, bo każdy podatnik i przedsiębiorca odlicza sobie składkę zdrowotną od podatku, obojętnie dochodowego czy ryczałtowego. Np. sklepikarz, który płaci miesięcznie 500 zł podatku ryczałtowego, odlicza sobie od tego 233 zł składki zdrowotnej. I ostatecznie zapłaci 267 zł podatku.
Dlatego ludowcy natychmiast zgłaszają postulat: niech też rolnik odliczy sobie składkę zdrowotną od zryczałtowanego podatku rolnego. Pytanie, jaką składkę: te 17 zł za hektar czy 233 zł, jak ryczałtowcy spoza rolnictwa?
Rolnicy pewnie wolą swoje 17 zł, tyle że wtedy wciąż mamy sytuację nierówności wobec prawa.
Poza tym osoby, które płacą owe 9 proc. pensji brutto, odliczają od podatku jedynie 7,75 proc., a pozostałą część składki dokładają z własnej kieszeni.
I jeszcze jedna ważna zasada: - Przedsiębiorca musi opłacać składkę niezależnie od tego, czy jego biznes przynosi zysk czy straty - mówi Przemysław Hinc, doradca podatkowy z PJH Doradztwo Gospodarcze.
Jeśli podatek dochodowy bądź ryczałtowy przedsiębiorcy wyniósł 200 zł, to brakujące 33 zł do składki przedsiębiorca musi dopłacić z własnej kieszeni! Pytanie, czy obrońcy rolników uwzględniają te niuanse?
Racjonalna odpowiedź na postulat PSL brzmiałaby tak: jeśli rolnik chce sobie odliczać składkę zdrowotną od podatku, to serdecznie zapraszamy do systemu podatku dochodowego i ubezpieczenia w ZUS.
Rolnicy się do tego nie palą, bo składki na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne i rentowe są w ZUS o wiele wyższe niż w Kasie Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych. Przykład: minimalna składka pobierana od przedsiębiorcy na ubezpieczenie emerytalne i rentowe w ZUS to 481,72 zł miesięcznie. Za takie samo ubezpieczenie rolnik mający do 50 ha zapłaci w KRUS zaledwie 71 zł. Ubezpieczenie chorobowe i wypadkowe? Przedsiębiorcę będą kosztowały odpowiednio 46,25 zł i 31,52 zł. A rolnika? Łącznie 36 zł miesięcznie. W sumie więc ubezpieczenie przedsiębiorcy w ZUS to 559,49 zł, a rolnika w KRUS - 107 zł miesięcznie. Czyli pięć razy mniej.
Najpewniej też zamożni rolnicy musieliby płacić wyższe podatki niż ten ryczałtowy rolny, który opłacają dziś.
Teraz liczy się to, ile mają hektarów oraz jakiej klasy jest ziemia. Im lepsza, tym opłaty większe. Tym samym nie ma znaczenia, ile zarabiają oraz czy inwestują i modernizują gospodarstwa. Kto na tym zyskuje? Najbogatsi rolnicy, którzy za ziemię płacą symboliczne pieniądze. Gdyby rolnicy płacili jak przedsiębiorcy, podatek byłby liczony zależnie od zarobków.
- Niewielki areał nie oznacza niewielkich dochodów. Na paru hektarach też można zbijać kokosy - zaznacza prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz ze Szkoły Głównej Handlowej, której zdaniem reformy trzeba zacząć właśnie od ewidencjonowania dochodów i wprowadzenia podatku dochodowego.
Wprawdzie rolnicy dostają też niższe emerytury, ale wyjątkowo niskie składki sprawiają, że państwo musi pokrywać aż 90 proc. rolniczych emerytur.
Tymczasem reforma emerytalna z 1999 r. zakłada, że Polacy sami muszą oszczędzać na swoje emerytury i ich wysokość zależy od tego, kto ile odkładał w formie składek emerytalnych na indywidualnym koncie w ZUS i otwartym funduszu emerytalnym. Taki ma być ostateczny kształt systemu emerytalnego.
Trybunał orzekł jasno, że składka zdrowotna powinna być powiązana z dochodem. Choć są wyjątki. Np. całkiem zamożni dentyści wybierają kartę podatkową, a więc stałą stawkę podatku, i płacą składkę 233 zł niezależnie od dochodu. Ale płacą też wysokie ZUS-owskie składki na ubezpieczenie społeczne.
Nie zmienia to postaci rzeczy, że najlepiej byłoby przeprowadzić kompleksową reformę, która zajmie się nie tylko rolniczymi ubezpieczeniami zdrowotnymi, ale też całym ubezpieczeniem społecznym na wsi. Krótko mówiąc, potrzebna jest reforma całego KRUS.
Rząd od dawna nad tym pracuje. Chce, by rolnicy zaczęli płacić podatek dochodowy albo wybrali inne formy podatku dla przedsiębiorców (karta lub ryczałt) i przechodzili do systemu ZUS. Choć nie wszyscy. Ci, których gospodarstwa są niedochodowe i służą jedynie do utrzymania wiejskiej rodziny, zostaliby w KRUS. W przeciwnym razie trafiliby pod skrzydła opieki społecznej, wcześniej rejestrując się jako bezrobotni.
Lobby rolnicze od dawna uśmiecha się drwiąco i powiada: Bardzo proszę, przerzućcie nas na podatek dochodowy, to zaczniemy wykazywać takie koszty, że nie zapłacimy żadnego podatku.
Dlatego zdaniem ekspertów, pierwszym krokiem powinno być wprowadzenie podatku dochodowego, który pokaże, ile naprawdę wpada do kieszeni rolników.
- Blisko milion gospodarstw ma takie dochody, że nie będzie od czego odpisać składki zdrowotnej - stwierdza prof. Wojciech Józwiak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Ale rządowi eksperci po cichu wyliczyli, że zmiany mogłyby przynieść oszczędności 2-3 mld zł rocznie. Bo choćby rolnik nie osiągnął dochodu, to składkę zdrowotną i tak będzie musiał zapłacić. Podobnie jak składki ZUS-owskie. Wydaje się nieprawdopodobne, by rolnicy masowo i przez wiele lat nie wykazywali żadnego dochodu.
Reforma KRUS jest więc nieuchronna, bo dług publiczny rośnie w zastraszającym tempie. Trzeźwo myślący Trybunał dał rządzącym na zmiany 15 miesięcy. A więc Sejm będzie uchwalał ustawy tuż po wyborach parlamentarnych. A to najlepszy czas na legislacyjne rewolucje. Sędziowie postawili polityków pod ścianą. Bo jeśli zmiany nie nastąpią, rolnicy będą pozbawieni prawa do bezpłatnej służby zdrowia. Jeszcze nigdy w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie było tak sprzyjających warunków do przeprowadzenia tej bolesnej operacji.