Biznes Ludzie Pieniądze

Głupie prowizje - odc. 13. 58 złotych za kartę widmo, 12 złotych za lojalność

Maciej Bednarek
30.10.2010 , aktualizacja: 30.10.2010 11:40
A A A Drukuj
Od kilkunastu tygodni obnażamy głupie, niesprawiedliwe, zbyt wysokie opłaty i prowizje z jakimi spotykacie się korzystając z konta, wysyłając przelew czy używając kart płatniczych. Trudno nam zakończyć akcję, bo wciąż do naszej redakcji przychodzą kolejne listy. Dzisiaj, w 13. już odcinku, trzy historie, ale wszystkie związane z kartami płatniczymi. Na celowniku Alior, BZ WBK i mBank.
58 zł za kartę, której na oczy nie widziałeś

Pan Marek jest klientem Banku Zachodniego WBK. Od 10 lat ma tam kartę kredytową, a raczej miał. Bank co roku przesyłał nową kartę pocztą, którą nasz czytelnik aktywował w bankomacie. Sielanka trwała do ostatnich wakacji. W sierpniu, kiedy minął termin ważności karty, pan Marek karty nie dostał. - Jakież było moje zdziwienie, kiedy dwa miesiące później okazało się, że bank kartę mi zamknął i pobrał opłatę roczną w wysokości 58 zł. Napisałem reklamację, ale odpowiedź banku jest kuriozalna - pisze w liście nasz czytelnik.

Jak relacjonuje, bank przesłał kartę, ale do piątego oddziału banku we Wrocławiu, a następnie do siódmego. A ponieważ nie odebrał jej w terminie w placówce, kartę - zgodnie z zasadami - komisyjnie zniszczono i pobrano opłatę zgodnie z tabelą opłat i prowizji - 58 zł.

- Cała parodia tej sytuacji polega na tym, że bank nigdy nie poinformował mnie o tym, gdzie ta karta się znajduje. I sam bank przyznał się do tego w odpowiedzi na moją reklamację - pisze zirytowany klient.

Podsumowując: kartę, która do tej pory przychodziła pocztą, wysłano do oddziału banku we Wrocławiu, z którym pan Marek nie ma nic wspólnego (nigdy tam nie był), nie poinformowano go o tym, gdzie karta się znajduje, a ponieważ jej nie odebrał, to bank ją zniszczył, ale nie zapomniał - co podkreśla nasz czytelnik - o pobraniu opłaty rocznej. - Karty nie mam do dziś, zamknięto mi jej rachunek, a prowizji BZ WBK też oddać mi nie chce, bo przecież karty nie odebrałem, a prowizja bankowi się należy, bo tak jest w tabeli. Cyrk - rozkłada ręce pan Marek.

Przeniosła całą rodzinę do banku, płaci więc więcej

Zazwyczaj jest tak: im więcej kupujemy u jednego sprzedawcy, jesteśmy lojalni, możemy liczyć na rabat, lepsze traktowanie. Tak samo jest w bankach. Korzystając jakiś czas z konta w banku, w razie potrzeby można dostać kredyt szybciej, a czasem na lepszych warunkach. Pani Magda, klientka Alior Banku, nie wierzy jednak w takie nagradzanie. W tym banku ma konto nie tylko ona, ale również troje jej studiujących dzieci.

- Co miesiąc przelewam na ich konta pieniądze na utrzymanie się poza domem. Wszyscy studiują dziennie, a więc nie pracują zawodowo. Bank nalicza opłatę za obsługę kart płatniczych w wysokości 5 zł miesięcznie. Ale to nie wszystko - obsługa kart kredytowych osób, dla których Alior nie jest głównym bankiem, kosztuje dodatkowo 4 zł miesięcznie (12 zł więcej za wszystkie). Tak więc karty płatnicze moich dzieci kosztują razem 9 zł każda - żali się pani Magda.

Jej zdaniem, co wydaje się logiczne, konta w Alior Banku są dla jej dzieci kontami głównymi (jedynymi), mimo że nie wpada na nie ani pensja, ani stypendium. Nasza czytelniczka podkreśla, że konta swoich dzieci zasila również ze swojego konta w Alior Banku, ale to też nie ma znaczenia. Regulamin jest regulaminem, tabela tabelą - płacić trzeba nie 5 a 9 zł. - Za to, że z całą rodziną przeniosłam się do jednego banku, czuję się ukarana. Już nie wspomnę o dziwnej polityce banku jeśli chodzi o studentów, którzy są potencjalnymi przyszłymi klientami. Wkrótce się usamodzielnią - dodaje pani Magda.

Dużo korzysta, to niech płaci 20 zł

Trzecią historię opowiedział nam pan Michał. Jest klientem mBanku i jak sam przyznaje dość intensywnie używa karty kredytowej przy płatnościach w sklepach. Czasem kupuje też przez internet. Dla banku taki klient to żyła złota. Banki nie zarabiają tylko na udzielaniu kredytów. Bardzo dochodowy jest też biznes karciany. Płacąc kartą w sklepie mały procent wartości transakcji trafia do banku.

Ale wróćmy do pana Michała. Częste używanie karty spowodowało wytarcie się tzw. kodu CVV (znajduje się na karcie), który trzeba podać przy płatnościach w internecie. Bez tego ani rusz. Poprosił więc mBank o wydanie duplikatu karty lub o podanie kodu CVV jego karty. mBank zaproponował wydanie duplikatu karty, ale na koszt klienta, ponieważ mechaniczne uszkodzenie karty powstało z jego winy. Pewnie z jego. W każdym razie za to, że zbyt często korzystał z karty (czytaj: zarabiał na bank) musi teraz płacić. W mBanku wydanie duplikatu karty kredytowej kosztuje 20 zł. - Wniosek z tego taki - bank nie lubi, gdy używasz jego karty zbyt często - kwituje pan Michał.

Ach te bezlitosne bankowe tabele opłat i prowizji.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy