Prezes giganta Andrzej Polakowski nie ma wątpliwości: restrukturyzacja sieci to być albo nie być Poczty Polskiej.
Od wielu miesięcy monopolista naciska na resort infrastruktury, aby ten zdjął z niego prawny obowiązek utrzymywania co najmniej 8240 placówek na terenie całego kraju.
Powód? Poczta Polska jest w fatalnej kondycji finansowej. W 2008 r. miała ponad 200 mln strat. Podobnie w 2009. Jej przychody w ubiegłym roku to 6,76 mld zł. O ćwierć miliarda mniej, niż planowała.
A ciężar utrzymywania tak dużej liczby placówek - jak tłumaczy - rodzi koszty, których operator nie jest w stanie udźwignąć.
Resort infrastruktury właśnie ugiął się pod siłą pocztowych argumentów. Zgodnie z opracowywaną nowelizacją prawa pocztowego (założenia zaakceptowała już Rada Ministrów) operator będzie mógł zredukować liczbę poczt. I to aż o 1478! Po zmianach operator będzie musiał utrzymywać w miastach co najmniej 3335 placówek (dziś ma 3809), a na wsi co najmniej 3427 (dziś ma 4534).
- Przewidujemy, że ustawa wejdzie w życie w I połowie 2012 r. - twierdzi rzecznik prasowy ministerstwa infrastruktury Mikołaj Karpiński.
Ile poczt zniknie? Dokładnie nie wiadomo - operator właśnie to rozważa. Nie jest jednak tajemnicą, że zmiany dotkną w pierwszej kolejności poczty na wsiach i małych miasteczkach - gdzie mieszka mniej więcej połowa Polaków. Są najmniej rentowne - aż 91 proc. placówek na wsi (zlokalizowanych poza siedzibami gmin) przynosi straty! Na dodatek w placówce wiejskiej świadczy się dziewięć razy mniej usług niż w miejskiej. Poczta Polska chciałaby przekształcać poczty na wsiach w np. w agencje prowadzone przez prywatnych przedsiębiorców w ich własnym lokalu. Już dziś Poczta ma w kraju ponad 3 tys. takich agencji. Koszty funkcjonowania jednej są o dwie trzecie niższe od kosztów utrzymania urzędu pocztowego. Agencja przyjmuje listy do 2 kg, przekazy pocztowe oraz paczki do 10 kg. - Przekształcanie własnych placówek pocztowych w agencje to trend obserwowany w całej Europie - opowiada Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej.
- Będziemy musieli się przyzwyczaić, że swoje listy nadamy na stacji benzynowej lub osiedlowym spożywczaku, a paczki odbierzemy np. w paczkomacie - uważa Karol Krzywicki, dyrektor departamentu rynku pocztowego w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej.
W niektórych częściach kraju mogą być też wprowadzone mobilne placówki pocztowe. Byłyby to
samochody poczty objeżdżające po kilka miejscowości każdego dnia.
Sieć własnych urzędów Poczta Polska chce mieć tylko w większych miejscowościach.
Czy te zmiany nie pogorszą dostępu do usług pocztowych? - UKE czuwa - uspokaja Krzywicki. - Poczta powinna być dostępna dla każdego Zresztą operator będzie miał obowiązek opracowywania i przedstawiania UKE badania zapotrzebowania (popytu) na usługi powszechne w poszczególnych rejonach kraju.
Kontrolowany przez PO resort Infrastruktury też nie widzi takiego zagrożenia. Ba, daje do zrozumienia, że Poczta Polska albo dostosuje gęstość placówek pocztowych do faktycznego zapotrzebowania, albo będzie musiała podnieść ceny.
Tyle że pomysł zamiany poczt na agencje bardzo nie podoba się PSL.
- Obetnę ręce każdemu regionalnemu dyrektorowi poczty, który zlikwiduje swoją placówkę działającą w lokalu przekazanym im przez gminę. Nie zgadzam się na likwidację placówek poczty i zastępowanie ich agencjami - oponuje Janusz Piechociński (PSL), zastępca przewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury.
Piechociński nie ukrywa, że bardzo źle ocenia pomysły obecnego zarządu Poczty.
- Poczta dla wsi lub gminy jest tak samo ważna jak Kościół, Ochotnicza Straż Pożarna, przystanek autobusowy czy
szkoła - przekonuje poseł. - Likwidacja poczty oznacza degradację takiej wioski. Degradację nieodwracalną - dodaje.