Prywatyzacja dla szefów państwowych firm to okazja na zarobienie naprawdę poważnych pieniędzy, bo dopóki skarb państwa kontroluje ponad 50 proc. akcji, dopóty wynagrodzenia zarządów i rad nadzorczych ogranicza tzw. ustawa kominowa. W zarządzie państwowej spółki nie można zarobić więcej niż równowartość maksimum sześciu średnich płac w sektorze przedsiębiorstw, czyli miesięcznie ok. 20,7 tys. zł. Można jeszcze otrzymać nagrodę roczną oraz dorabiać sobie w radach nadzorczych spółek zależnych.
W tym roku minister skarbu przeprowadził trzy wielkie oferty publiczne potężnych spółek: ubezpieczyciela PZU, energetycznego koncernu Tauron i Giełdy Papierów Wartościowych. W każdej pozbył się na tyle akcji, że udział spadł do poniżej 50 proc. Ale pozycja skarbu państwa jest nadal na tyle silna w ich akcjonariatach, że kontroluje walne zgromadzenia i w praktyce ma wpływ na ustalanie wynagrodzeń menedżerów.
- Prezesi spółek, które wychodzą z ustawy kominowej, ale realną kontrolę nad nimi nadal sprawuje skarb państwa, są w specyficznej sytuacji. Zarobią więcej, ale nie mają co liczyć na pensje rynkowe, bo to spółki pozostające pod politycznym nadzorem - powiedział nam anonimowo jeden z ekspertów rynku kapitałowego.
Najwcześniej gorsetu ustawy kominowej pozbył się PZU. Z prospektu emisyjnego ubezpieczyciela wynika, że prezes PZU Andrzej Klesyk w 2009 r. zarobił 239 024 zł brutto, dokładnie tyle samo, ile pozostali członkowie zarządu. Dostał też 55 853 zł nagrody rocznej za 2008 r. i dorobił sobie 239 tys. zł w spółkach zależnych. To nie wszystko, bo jak każdy z zarządu PZU otrzymał niepieniężny pakiet wart ponad 100 tys. zł obejmujący np. polisę na życie, niepubliczną opiekę medyczną, służbowy telefon i samochód.
Ile teraz będzie wyciągał prezes Klesyk? Okazuje się, że jeszcze nie wiadomo, mimo że mija już pół roku od zejścia przez skarb państwa poniżej kominowej granicy 50 proc. akcji. Pensjami w PZU zajął się specjalny komitet, który ma zaproponować stawkę prezesowi. Ile? To tajemnica. Na 100 proc. dowiemy się dopiero z raportu rocznego PZU za 2010 r. Potencjalnie skok pensji może być gigantyczny, bo dla porównania prezes znacznie mniejszego ubezpieczyciela giełdowego TU Europa Jacek Podoba zarobił w ubiegłym roku ponad 2,2 mln zł, co daje miesięcznie 183 tys. zł. To prawie dziewięciokrotnie więcej niż szef PZU.
- Jeśli chodzi o wynagrodzenia zarządu i prezesa PZU SA, to pomimo że prace nad ostatecznymi decyzjami w tej sprawie są zaawansowane, to dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, by mówić o szczegółach. W najbliższym czasie powinno się to zmienić - poinformował nas rzecznik PZU Michał Witkowski.
Według naszych źródeł z kuluarów giełdy prezes Klesyk ma zarabiać nieco ponad 100 tys. zł miesięcznie.
Od czerwcowego walnego znane są już zarobki rady PZU poza "kominówką". Jej przewodniczący dostanie 16 tys. zł miesięcznie, zastępca - 14 tys., sekretarz - 12 tys., a pozostali członkowie - po 10 tys. zł. Prezes Klesyk komentując nowe zarobki rady PZU, powiedział, że są dostosowane do warunków rynkowych. W zeszłym roku rekordziści w radzie zarobili jedynie "kominowe" 39 621 zł brutto przez cały rok.
Kolejną spółką wychodząca spod rządów ustawy kominowej jest Tauron. Prezes Dariusz Lubera zarobił w 2009 r. 237 605 zł brutto, otrzymał także nagrodę roczną - trzykrotność swojej przeciętnej pensji miesięcznej. Za przewodniczenie radom nadzorczym spółek zależnych Enion i Enion Energia dostał po 38 502 zł, a z nagrody za pracę w Enionie - 3514 zł. Każdy z członków rady Tauronu zarobił po 38 286 zł.
Ile teraz zarabiać będą władze energetycznego giganta? Najszybciej dowiemy się o wynagrodzeniu rady, bo walne zgromadzenie zajmie się tym na walnym w najbliższą środę. A co z zarządem? Tego jeszcze nie wiadomo. O wzorce trudno, bo zarobki w giełdowych spółkach energetycznych Enea i PGE są pod kontrolą ustawy kominowej. Nie zostały one na tyle sprywatyzowane, aby udział skarbu spadł poniżej 50 proc.
Czekająca jutro na swój debiut, GPW także wychodzi z "kominówki". I tu również nie ma do czego odnieść nowej pensji prezesa Ludwika Sobolewskiego, bo żadnej innej takiej giełdy nie ma w Polsce. Pozostaje nam analiza historycznych zarobków. Według prospektu w 2009 r. wynagrodzenie prezesa Sobolewskiego brutto wyniosło 239 024 zł plus dodatkowe świadczenia 69 551 zł, a ze spółek zależnych - 20 576 zł. Członkowie Rady Giełdy dostali za cały rok maksymalnie po 39 837 zł "kominowego" wynagrodzenia.
- Naprawdę trudno przewidzieć, ile może zarobić prezes Sobolewski. Jeśli wielu zarządzających funduszami bierze po 40-50 tys. zł miesięcznie, to prezes GPW powinien zarabiać z minimum 60 tys. zł, bo przecież stoi wyżej od nich w hierarchii na rynku kapitałowym - powiedział nam anonimowo b. członek Rady Giełdy.
Dla porównania Reto Francioni prezes frankfurckiej Deutsche Boerse, która niedawno bezskutecznie starała się o zakup warszawskiej giełdy, w zeszłym roku zarobił 2,471 mln euro, czyli ok. 9,6 mln zł.