- Gdzie te riksze - dopytywał się premier Donald Tusk po wylądowaniu w Szanghaju. Polscy przedsiębiorcy przekonani, że lecą do miasta przypominającego Kalkutę, ze zdziwieniem stwierdzali na miejscu, że bliżej mu do Los Angeles.
Chińczycy wydali 30 mld euro, by Szanghaj robił wrażenie na odwiedzających. Kilka tysięcy nowych toalet. Trzy nowe linie metra - mają ich w sumie 11. Odnowione, wiszące wysoko nad ziemią, estakady ułatwiające przemierzanie ponad 20-milionowego miasta. Liczba wieżowców nowej dzielnicy Pudong musi robić wrażenie nawet na mieszkańcach Manhattanu, nocą błyszczą jak świąteczne choinki. Na drugim brzegu rzeki Huangpo, na każdym z klasycystycznych budynków (pamiętają jeszcze czasy kolonializmu), powiewają chińskie flagi. Między kolorowo oświetlonymi statkami wycieczkowymi, towarowe barki przemykały nocą bez świateł niczym zjawy, żeby nie popsuć nastroju święta. Wszędzie czysto i ładnie, jak na pocztówkach - The best of China.
Świat kłania się Chinom
Bliskość wystawy można mierzyć liczbą policjantów na ulicach i gęstniejącym tłumem. Metrem, autobusami, taksówkami i na rowerach każdego dnia na Expo docierało kilkaset tysięcy ludzi. 23 października dotarł milion - absolutny rekord świata wystaw. Odwiedzający, godzinami stojąc karnie w kolejkach, oblegali prawie 200 pawilonów ustawionych przez państwa i koncerny. Na powierzchni dwukrotnie większej niż księstwo Monako (5 km kw.) przed rokiem nie było nic. Władze Szanghaju wysiedliły blisko 20 tys. rodzin, przeniosły stocznię z 10 tys. pracowników, by przygotować teren pod Expo - motyw przewodni "Lepsze miasto - lepsze życie".
- Miasta są wszędzie, to jest to, co mamy wspólnego ze światem. Mamy też wielką migrację ze wsi do miast, stąd pomysł na wymianę doświadczeń o organizacji życia w mieście - tłumaczy prof. Ji Lude z władz Expo badający zgodność ekspozycji z tematem.
Ma trudne zajęcie. Trzeba wiele wyobraźni, by w narodowych pawilonach doszukać się związku z tematem. Każdy na wyścigi próbował oczarować zwiedzających Chińczyków - wystawami sztuki, mody, kuchnią, wzornictwem przemysłowym.
Arabia Saudyjska w wysokim na wiele pięter pawilonie w kształcie półkuli zainstalowała największe na świecie kino. Po pół dnia czekania w kolejce można było stanąć na ruchomym chodniku i wjechać do wnętrza kuli - gigantycznego ekranu, na którym przewijały się pustynne krajobrazy i wybudowane za petrodolary nowoczesne miasta.
Duńczycy ustawili pomnik syrenki, odwiedzającym pozwalali jeździć po pawilonie na rowerach. Pawilon Finów przypominał kształtem gigantyczne ptasie gniazdo. Do szwajcarskiego wjeżdżał wyciąg krzesełkowy. W rosyjskim dominowały atrapy olbrzymich, niczym popromienne mutanty, roślin. Chilijczycy przywieźli do swojego kapsułę ratunkową, którą wydobywali uwięzionych pod ziemią górników.
Ażurowa bryła polskiego pawilonu przypominała wycinankę ludową. W środku na dużym ekranie wyświetlano filmy o polskich miastach. W przerwach na ekranie pojawiał się smok. Kochający smoki Chińczycy byli zaskoczeni, że mamy swojego. Dzieci były jeszcze bardziej zaskoczone, gdy smok zaczynał z nimi rozmawiać, i to po chińsku. Wieść się szybko rozniosła i do smoka ustawiały się kolejki dorosłych z dziećmi.
- Zatrudniliśmy kilku aktorów chińskich, którzy widzą, co się dzieje na sali, i rozmawiają z dziećmi - mówi Sławomir Majman, sekretarz generalny polskiej ekspozycji i szef Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. - Ludziom się wydaje, że Expo to impreza targowa, a to największy cyrk i Disneyland od początku świata.
Dla Chińczyków wizyta na Expo (bilet 160 juanów, czyli ok. 80 zł) to podróż dookoła świata bez wyjeżdżania z Szanghaju. Kupują paszporty i w pawilonach różnych krajów wbijają do nich stemple jak wizy. Paszport z numerem 1 i kompletem stempli osiągnął na aukcji cenę ok. 100 tys. zł.
Na wystawę zjechali wszyscy, nawet biedne Kuba i Korea Północna, nie zabrakło też poróżnionego z Chinami Tajwanu. Amerykanom, którzy długo ociągali się z przyjazdem, bo nie mogą finansować wystaw z publicznych pieniędzy, Chińczycy dali do zrozumienia, że nieobecność byłaby dyplomatycznym faux pas. Potem sami pomogli wybudować im pawilon. - Teraz Pekin może powiedzieć, że cały świat przyjechał pokłonić się Chinom - mówili wystawcy.
Polski pokłon kosztował 34 mln zł publicznych pieniędzy. Czesi wydali 2,5 razy więcej, Niemcy 10-11 razy.
Polska się uśmiecha
Polski pawilon otrzymał od organizatorów srebrny medal za najbardziej kreatywną prezentację (pierwsi byli Szwedzi). Zwiedzający poznawali historię Polski w pół godziny - przedstawiał ją trójwymiarowy film Tomasza Bagińskiego, nominowanego do Oscara za animację. Osiągnięcia kultury pokazywało ponad sto wystaw tematycznych (np. fotografii Horowitza), filmów (m.in. "Rewers", "Wszystko co kocham") czy koncertów (Novika).
- Z badań wynikło, że Chińczycy nie mieli pojęcia, gdzie na mapie jest Polska. Staraliśmy się im pokazać, że to duży kraj w Europie, nowoczesny, gdzie żyją ludzie bez uprzedzeń. Stąd hasło: "Polska się uśmiecha" - mówi sekretarz Majman. - Potraktowaliśmy Expo jako umizgi do Chińskiej Republiki Ludowej. Stąd spotkania polskich misji gospodarczych i okrągłe stoły z chińskimi przedsiębiorcami i władzami regionu. Przyjeżdżali bankierzy, ubezpieczyciele, eksperci ratownictwa górniczego. Reklamowały się regiony Polski.
Jeden z regionów chwalił się podczas prezentacji liczbą 1,5 mln mieszkańców - to zaledwie nieduża dzielnica Szanghaju. Tu lepiej nie używać liczb. Za to warto nauczyć się kolorów. Jeden z wiceministrów przyjechał z mapą obrazującą nasz cud gospodarczy - cała Europa jest na czerwono, tylko Polska jest zieloną wyspą. Wywołał konsternację - dla Chińczyków to czerwony jest kolorem sukcesu.
Musimy się nauczyć Chin, ale najważniejszy - jak mówią i przedsiębiorcy, i wystawcy - jest klimat polityczny. Polityka wpływa na ważne decyzje gospodarcze, bez dobrego klimatu nie ma kontraktów.
Opinia o Polsce wśród elity chińskiej nie jest najlepsza. Wysokiej rangi urzędnik chiński zapraszany podczas Expo do Polski z uśmiechem oświadczył, że Polska jest antychińska. Jest też antykomunistyczna, to znaczy podwójnie antychińska, więc po co ją odwiedzać.
Chińczycy pamiętają, że premiera Tuska nie było na otwarciu igrzysk w Pekinie. Że tego samego dnia, gdy przyjeżdżał przedstawiciel rządu na Expo, inny polski polityk odbierał na Tajwanie nagrodę za antykomunistyczną działalność. Majman zaleca większe wyczucie i zachęca, by stawiać na przyszłość: - Młodych Chińczyków nie interesuje polityka. Nie wstępują do partii komunistycznej. Tiananmen to co najwyżej element sagi rodzinnej. Politycznym notablom wysokie stanowiska nie przeszkadzają w robieniu prywatnych interesów. Przedsiębiorcy mówią, że wręcz przeciwnie - pomagają. Skala korupcji jest duża. Znasz urzędnika w banku, dostajesz kredyt, którego potem po znajomości nie spłacasz.