W środę "Rzeczpospolita" napisała, że handel fałszywymi fakturami potwierdzającymi
recykling kwitnie - na lewo demontuje się 80 proc. starych aut, w szarej strefie działa też 50 proc. recyklingu opakowań i 40 proc. odzysku elektrozłomu, czyli sprzętu elektronicznego i elektrycznego. - Ponad połowa rynku recyklingu jest fikcją. Oznacza to, że 250-280 tys. ton szkła jest odzyskiwane tylko na papierze, a państwo traci tylko z tego powodu ponad 50 mln zł - komentuje w rozmowie z "Rz" Adam Krynicki, prezes Krynicki Recykling. W sumie budżet państwa może rocznie tracić nawet 2 mld zł z tytułu fałszywych faktur. - Niestety, zjawisko handlu kwitami kwitnie - komentuje Marcin Peterlik z IBnGR w rozmowie z Wyborcza.biz. Kwity to w nomenklaturze branżowej zaświadczenia, że sprzęt został poddany recyklingowi, podczas gdy jest to widoczne tylko na papierze. Są trzy rodzaje tej działalności: tworzenie fałszywych dokumentów poświadczających przetworzenie sprzętu, które nie miało miejsca; nagminne jest też zawyżanie masy zutylizowanego sprzętu oraz zapisywanie w dokumentach przetwarzania innego sprzętu, niż został w rzeczywistości zutylizowany. Wynika to z faktu, że koszt utylizacji znacząco różni się w zależności od produktu.
Proceder jest prowadzony na ogromną skalę. - Jest to działalność na granicy przestępstwa i wyłudzanie państwowych pieniędzy kierowanych do firm zajmujących się odzyskiem - komentuje Peterlik.
Oprócz strat finansowych szara strefa recyklingu zagraża też środowisku. W przypadku samego tylko elektrozłomu trzeba zauważyć, że sprzęt RTV i AGD zawiera wiele niebezpiecznych substancji, jak np. freon w lodówkach czy rzeczy instalowane w telewizorach. - Te przedmioty należy fachowo zutylizować, tymczasem w Polsce obok dużych koncernów zajmujących się recyklingiem w zgodzie z wszelkimi procedurami działa wiele garażowych firm, gdzie lodówki rozbiera się w bardzo amatorskich warunkach, a szkodliwe części po prostu wyrzuca - mówi Peterlik. - Aby profesjonalnie rozebrać lodówkę, potrzebna jest linia technologiczna warta kilka milionów euro - dodaje.
Z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że na rynku działają firmy, które oferują przetworzenie 1 kg lodówek za cenę kilkunastu groszy, podczas gdy rzeczywisty koszt wynosi ok. 90 groszy za kilogram. Według twórców raportu to idealny przykład firm, które w rzeczywistości niczego nie przetwarzają. Ma to daleko idące konsekwencje, wśród których najpoważniejszą jest wypieranie z rynku firm działających uczciwie i zgodnie z prawem, których koszty są w oczywisty sposób wyższe.
Z powodu braku kontroli kwitnie też utylizacja sprzętu w miejscach, gdzie nie wolno tego robić, a więc w punktach skupu, zbiórki odpadów lub w nielegalnych zakładach przetwarzania. Autorzy raportu wskazują na to, że ponieważ wszelkie kontrole mają charakter fikcyjny, bo są zapowiadane z odpowiednim wyprzedzeniem, proceder cały czas kwitnie.
Co należy zrobić, by ukrócić ten proceder? Autorzy raportu z IBnGR wskazują na stworzenie elektronicznego systemu rejestracji procesów utylizacji, skuteczniejsze i niezapowiedziane kontrole w punktach utylizacji, a także zwiększanie świadomości wśród konsumentów i producentów.