Resort skarbu nie sprzeda poznańskiej spółki konsorcjum Kulczyka. Chce wrócić do negocjacji z pozostałymi chętnymi. Sęk w tym, że nie bardzo jest z kim rozmawiać
Wczoraj ministerstwo wydało w tej sprawie komunikat oczekiwany od ponad tygodnia. Jest bardzo enigmatyczny. "Ministerstwo Skarbu Państwo podjęło decyzję o ponownym rozpoczęciu równoległych negocjacji z dopuszczonymi do nich podmiotami w sprawie kupna 51 proc. Enei w związku z upływem okresu wyłączności w negocjacjach udzielonego Kulczyk Holding"- stwierdził resort.
W przetargu na trzecią co do wielkości spółkę energetyczną w Polsce startowały cztery firmy- francuskie EdF i GdF Suez, czeski holding EPH oraz Kulczyk Holding. Ten ostatni zaproponował najwyższą cenę i resort przyznał mu wyłączność negocjacyjną. Ale na sprzedaż się nie zdecydował. Według informacji "Gazety" ministerstwu nie podobał się schemat zaproponowany przez Kulczyka. Żeby kupić Eneę, musiałby się zapożyczyć w bankach pod zastaw własnego majątku. Ale tego starczyłoby najwyżej na połowę wartości transakcji. Skarb państwa sprzedaje połowę akcji Enei wartą ok. 5 mld zł. Drugie 5 mld zł inwestor musiałby wyłożyć żeby ogłosić wezwanie i wykupić akcje od pozostałych udziałowców- szwedzkiego Vattenfalla i inwestorów giełdowych. Zabezpieczeniem kredytu musiałyby więc być także akcje lub majątek Enei. A tego resort skarbu chciał uniknąć - zadłużenie Enei zmniejszyłoby zdolność spółki do pozyskania pieniędzy na inwestycje, na czym rządowi bardzo zależy.
"Gazeta" pisała także, że ministerstwu nie podobają się także związki Kulczyka z Libyan Investment Authority. To libijski państwowy fundusz, który kupuje aktywa w Europie.
Resort skarbu twierdzi, że wróci teraz do negocjacji z pozostałymi kandydatami. Ale nie bardzo ma do kogo- czeski EPH już w październiku wycofał swoją ofertę. Nieoficjalnie wiadomo, że wycofał się francuski GdF Suez, który przeszedł do ostatniego etapu prywatyzacji razem z Kulczykiem. Pozostała więc już tylko druga jedna francuska firma - państwowa EdF. Pozycja negocjacyjna resortu skarbu jest więc dość słaba.
W komunikacie ministerstwo twierdzi, że transakcja zakończy się do końca marca 2011 r. Od prywatyzacji Enei zależy w dużej mierze kształt przyszłorocznego budżetu. Razem z gdańską Energą, którą kupiła państwowa PGE za 7,5 mld zł jest to największa tegoroczna prywatyzacja. Jeśli sprzedaż Enei zakończy się fiaskiem, a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zablokuje kupno Energi przez PGE, to rząd stanie przed nie lada problemem.