Chińskie władze nie dość, że martwią się niebotycznymi cenami
nieruchomości, to jeszcze walczą z rosnącymi cenami żywności, które potencjalnie są jeszcze bardziej niebezpieczne dla społecznej równowagi.
Rada Państwa postanowiła w środę ustabilizować ceny żywności dzięki wojnie wypowiedzianej spekulantom oraz uruchomieniu państwowych rezerw podstawowych artykułów. Pekin zwrócił się również do władz lokalnych o pomoc dla najbiedniejszych rodzin.
Stopa inflacji wyniosła w październiku 4,4 proc. To największy skok cen od dwóch lat. Wzrost cen samej żywności przekroczył 10 proc. Dla wielu rodzin to bardzo dotkliwa podwyżka, zwłaszcza że niektóre podstawowe artykuły, takie jak: olej, ryż, warzywa, podskoczyły np. w Pekinie o 100 proc. w ciągu kilku miesięcy.
Władze nie bez powodu się martwią, bo przeciętna rodzina zamieszkała na wsi przeznacza na żywność 41 proc. swoich dochodów, a w mieście - 36 proc. Dla porównania - Amerykanie przeznaczają na jedzenie tylko 12 proc. dochodów. Ceny żywności w Chinach to społecznie bardzo delikatny problem, pisze
"Los Angeles Times".