Gantner apeluje o to, żeby nie doprowadzić do tego, że polskie przedsiębiorstwa znajdą się w podobnej sytuacji jak węgierskie. I wyjaśnia, że tamtejszy rząd tak zwiększył koszty dla firm, że produkcja stała się niekonkurencyjna, zarówno jeżeli chodzi o rynek zewnętrzny, jak i krajowy. Ten ostatni stoi teraz otworem dla przedsiębiorstw spoza Węgier. - Dlatego powinniśmy protestować przeciwko zwiększaniu kosztów i podnoszeniu danin publicznych - mówi Gantner.
Przedsiębiorcy podkreślają, że nie dość, że ponoszą jedne z najwyższych pozapłacowych kosztów pracy, to jeszcze rząd nieufnie podchodzi do przedsiębiorców.
Dlaczego koszty są tak ważne? Gantner wyjaśnia, że przez ostatnie lata jedna kwestia się na pewno nie zmieniła. Przewaga polskich produktów za granicą w dalszym ciągu opiera się o niższą od konkurentów cenę. Oczywiście decydujący głos ma tutaj kurs walut. Jest to główna bolączka firm wysyłających swój towar za granicę. Kiedy euro się umacnia, sytuacja przedsiębiorców jest dobra, ich produkty stają się bardziej konkurencyjne, a eksport rośnie. Z kolei kiedy
złoty się umacnia, sytuacja się odwraca.
Około 80 proc. żywności produkowanej przez nasze firmy trafia na rynek krajowy. Jak podkreślają eksperci podczas Forum nie należy załamywać rąk nad tym, że tak wiele firm skupia się na rynku wewnętrznym. Nasz rynek krajowy jest bowiem duży i atrakcyjny. Najlepszym dowodem na to jest to, że niejedna firma z zagranicy chce tutaj wejść ze sprzedażą.
Zresztą jeszcze kilka lat temu specjaliści przewidywali, że koncerny zagraniczne będą stanowiły 80 proc. na rynku krajowym. A do tego nie doszło i pozycja polskich firm jest bardzo silna. - Musimy skupić się na rynku wewnętrznym. Mamy tutaj ogromny popyt - podkreśla Daria Oleszczuk, zastępca dyrektora departamentu finansowania agrobiznesu w banku BGŻ i zaznacza: - Polskie firmy wciąż produkują tanio, ale już nie tak tanio jak kiedyś.
Jej zdaniem czas na zbudowanie strategii na następne lata, m.in. po to, żeby nie zalała nas tania żywność spoza Wspólnoty, np. z Chin.
Oczywiście, na przestrzeni ostatnich 10 lat, jak zauważają eksperci, niesamowicie wzrósł asortyment produktów, jakie wytwarzają nasze firmy. Najlepszy przykład to chociażby parówki, które można kupić zarówno po 7,99 zł, jak i za 20 zł. - Cokolwiek robimy, nie możemy wprowadzać konsumenta w błąd - przestrzega Gantner, wyjaśniając, że konsument powinien mieć świadomość, że jest różnica między wędliną za 50 zł a taką pięć razy tańszą. I że dobrej szynki nie da się zrobić za 10 zł.
Rolnicy mają dużo do zrobienia Jak zauważają uczestnicy Forum, firmy spożywcze borykają się z wieloma problemami. Jednym z nich, jak mówi Tomasz Kurpisz, prezes Horteksu, jest wciąż rozdrobnienie w rolnictwie. Widać to doskonale chociażby, jeżeli chodzi o sadownictwo. - Wciąż po stronie producentów rolnych jest dużo do zrobienia, jeżeli chodzi o efektywność działań - stwierdza Kurpisz.
Gantner nie ma wątpliwości, że nasze rolnictwo odstaje od zachodniego pod względem kosztów i efektywności. W porównaniu z Francją czy Danią polska produkcja jest po prostu nieopłacalna. W naszym kraju wciąż jest utrzymywany "skansen rolnictwa", funkcjonuje 2 mln malutkich gospodarstw. - Dopóki tak będzie, nie będziemy bardzo znaczący - podkreśla Gantner.
Wiceminister rolnictwa Marek Zalewski przypuszcza, że sytuację może poprawić m.in. spółdzielczość, tworzenie się grup producenckich.
Będziemy potrzebować więcej żywności Jak przypomina prof. Andrzej Pisula ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, czeka nas zmierzenie się z globalnymi problemami. Liczba ludzi na świecie rośnie o 1,1 proc. rocznie. Za 20 lat będziemy ona wynosić 8,2 mld. - Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie mamy szans wyprodukować wystarczającej ilości żywności na rynek światowy - podkreśla Pisula i wyjaśnia, że problemem numer jeden staje się woda. W końcu np. do wyprodukowania 1 kg mięsa wołowego potrzeba jej 13 tys. l, do wyprodukowania 1 kg ziemniaków jest konieczne 400 l. Właśnie z powodu dostępności wody największym producentem żywności będzie w przyszłości Brazylia.
Zdaniem Pisuli perspektywy rozwoju produkcji żywności w UE nie są najlepsze. Różnice w kosztach produkcji między Unią a krajami rozwijającymi się są ogromne. Między innymi Chiny, Indie, Brazylia rozwijają swoją produkcję. Żywność z tych krajów będzie się gwałtownie wdzierać na rynek europejski. Szansą dla rodzimych producentów jest jednak przyzwyczajenie konsumentów do określonej jakości i marek.
- Mamy bardzo duże sukcesy jako producenci, firmy w budowaniu marek. Nie ma jednak wątpliwości, że czasy są trudne - mówi Zalewski, zaznaczając, że mimo kłopotów w różnych branżach oraz kryzysu w tym roku bilans eksportu produktów rolno-spożywczych powinien być dodatni.