Unia Europejska chciała być liderem w zakresie ochrony prywatności w sieci. Szczególną uwagę poświęcono tzw. ciasteczkom (ang. cookies). Te małe pliki tekstowe odpowiadają m.in. za przechowywanie haseł i loginów użytkowników, mogą też jednak posłużyć do monitorowania zachowań internautów. Dzięki nim na przykład klient powracający na stronę sklepu internetowego widzi reklamy związane z jego ostatnimi zakupami.
Wielu internautów chwali sobie taki mechanizm. Jednak zdaniem unijnych urzędników, jeśli "ciasteczka" działają bez wiedzy użytkownika, naruszają jego prywatność.
Konieczna była zmiana prawa. Przyjęto zasadę, że stosowanie "ciasteczek" jest dopuszczalne pod warunkiem, że użytkownik wyraził na to zgodę po wcześniejszym zapoznaniu się z "jasnymi i całościowymi" informacjami na temat przetwarzania danych (wg starego prawa UE wystarczającym warunkiem był dostęp użytkownika do informacji).
Wprowadzone w zeszłym roku przepisy wzbudziły wątpliwości światowych koncernów, takich jak
Google czy Amazon, a także reklamodawców i prywatnych adwokatów.
Zdaniem "WSJ" jednak największą przeszkodą w realizacji nowego prawa są sami zainteresowani, czyli kraje członkowskie. Każdy członek UE może bowiem interpretować przepisy na swój sposób, tworząc wiele sprzecznych ze sobą norm. Rezultatem tego może być brak rzeczywistej zmiany obecnej sytuacji.
Gazeta podaje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie wystarczającym warunkiem ochrony praw konsumenta są odpowiednie ustawienia w przeglądarce internetowej, i Francji, gdzie już podczas instalacji przeglądarki użytkownik powinien decydować o "ciasteczkach". Paryż sugeruje też, że decyzje o śledzących plikach użytkownik powinien odnawiać co trzy miesiące.
Bruksela obiecuje, że najpóźniej do maja przyszłego roku nowe prawo zostanie przyjęte przez wszystkie kraje członkowskie.