W
salonach samochodowych tłoczą się przedsiębiorcy, którzy chcą skorzystać z pełnego odliczenia podatku VAT od ceny auta z kratką. Tak się nazywa
samochody osobowe, które po zamontowaniu kratki przed częścią bagażową są traktowane jak ciężarówki. Różnicę można odczuć w kieszeni, bo przedsiębiorca może odliczyć cały VAT od ceny ciężarówki i używanego do niej paliwa. W przypadku samochodu osobowego można odliczyć maksimum 6 tys. zł VAT od ceny auta, i nie ma ulg od paliwa. Takie przepisy wprowadzono po wejściu Polski do UE w 2004 r., znosząc ulgi dla aut z kratką.
Dwa lata temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że tą decyzją Polska złamała prawo UE i auta z kratką wróciły do łask. Teraz rząd - za zgodą Brukseli - chce na dwa lata ograniczyć do 6 tys. zł ulgę w VAT od ceny takich aut.
Premier Donald Tusk twierdzi, że rząd walczy z nadużyciami. - Tak uczciwie sobie powiedzmy, czy fenomen kratki w samochodzie to jest problem przedsiębiorczości, czy wykorzystywania pewnych przepisów VAT-owskich, żeby z bardzo drogich osobowych samochodów robić niby-samochody dostawcze? - pytał w zeszłym tygodniu Tusk. Dodał, że widuje się "
luksusowe mercedesy i porsche cayenne z kratką w środku. Tam nikt jajek z hurtowni na targ nie przewoził".
Statystyki nie potwierdzają zarzutów. Od stycznia do października zarejestrowano w Polsce prawie 63,5 tys. aut z kratką, w większości popularnych marek Skoda, Ford czy Opel. Porsche z kratką było tylko 207 sztuk, 0,33 proc. wszystkich takich aut - informuje firma doradcza Samar. Jej szef Wojciech Drzewiecki podkreśla, że auta z kratką kupują głównie drobni przedsiębiorcy. - Przedsiębiorstwa, które kupują duże floty samochodów służbowych, mogą wytargować znaczne rabaty i nie opłaca się im kupować aut z kratką, bo są mniej funkcjonalne - tłumaczył "Gazecie" Drzewiecki.
- Samochody kupowane przez firmy powinny być zwolnione z VAT jak inne narzędzia pracy - uważa Jakub Faryś, szef Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. - To byłoby idealne rozwiązanie. Ale samochody służbowe bywają wykorzystywane do prywatnych celów i można zrozumieć zastrzeżenia fiskusa, jeśli taka prywatna konsumpcja nie jest opodatkowana - powiedział nam mecenas Jerzy Martini z kancelarii Baker McKenzie.
Dziś osoby używające służbowe
auto do prywatnych celów powinny to uwzględnić w podatku PIT. Pracownikowi, który służbowym wozem jeździ w weekend czy na wakacje, firma ma zwiększyć przychód z tytułu nieodpłatnego świadczenia. Jego wysokość oblicza się na podstawie cen rynkowych wynajmu aut za każdy dzień prywatnego użytkowania.
W praktyce to skomplikowane. Fiskus nie ma nawet danych o takich przychodach, bo nie ma na to osobnej rubryki w formularzu PIT.
Dlatego w połowie zeszłego roku Ministerstwo Finansów zapowiadało, że wzorem innych państw UE wprowadzi ryczałtowy podatek od prywatnego używania służbowych aut. Korzystającym z takiego świadczenia firma miała dopisywać do przychodów 0,5 proc. wartości samochodu miesięcznie - stawkę niższą niż w Niemczech czy Czechach.
Ale fiskus zaniechał tej reformy... z braku czasu. Projekt przepisów ograniczający odliczenia VAT od aut z kratką Ministerstwo Finansów ogłosiło w połowie roku, ale rząd zatwierdził go dopiero w listopadzie. - Ponieważ zmiany nie będą miały szansy wejść w życie od przyszłego roku - bo parlament musiałby je przyjąć do końca listopada - zdecydowaliśmy, że tzw. pakiet samochodowy zostanie ograniczony do regulacji dotyczących aut z kratką. Pierwszy pakiet samochodowy z ubiegłego roku nie znalazł uznania w trakcie konsultacji na szczeblu Rady Ministrów i kiedy do niego wróciliśmy, ostatni projekt założeń trafił do konsultacji pod koniec września - informuje rzeczniczka resortu finansów Magdalena Kobos.