Amerykańskie władze po raz pierwszy próbują złamać siatkę ekspertów i konsultantów, którzy kontaktują ze sobą maklerów i ekspertów z poszczególnych branż. Kolejne aresztowania nastąpią w najbliższym czasie.
Władze zarzucają m.in. panu Chu, że zaaranżował w 2009 roku zdobycie przez tradera funduszu inwestycyjnego informacji o wpływach, sprzedaży i zysku spółki technologicznej kilka godzin przed oficjalnym ogłoszeniem tych danych.
Firma Primary Global Research zapłaciła przedstawicielowi tej spółki 200 tys. dolarów jako wynagrodzenie dla konsultanta. Sama PGR otrzymała zaś wynagrodzenie od funduszu inwestycyjnego w postaci wyższej niż zwykle marży i dzięki temu płaciła panu Chu 6 tys. dolarów miesięcznie.
Świadkiem w tej sprawie jest skazany w 2009 roku za insider trading Richard Choo-Beng Lee, który współpracuje z władzami także w śledztwie dotyczącym funduszu Galleon i jego właściciela Raja Rajnaratnama.
Amerykańskie władze federalne po trzech latach śledztwa przygotowują największą w historii sprawę o insider trading, czyli wykorzystywanie nielegalnie zdobytych informacji przy obrocie papierami wartościowymi. Obejmie ona konsultantów, bankierów, maklerów i traderów w funduszach inwestycyjnych, a także analityków z całego kraju.
Osoby znające szczegóły śledztwa twierdzą, że jego wpływ na sektor finansowy może przekroczyć oczekiwania branży. Śledczy rozpracowali wiele zorganizowanych grup zajmujących się przekazywaniem nielegalnie zdobytych informacji inwestorom. Zyski z tego procederu przekraczają dziesiątki milionów dolarów.
Część zarzutów zostanie postawiona jeszcze przed końcem roku. Władze chcą zdemaskować szerzące się na rynkach zjawisko insider trading, a szczególnie informacje przekazywane przez niezależnych ekspertów i konsultantów wynajmowanych przez fundusze inwestycyjne na zlecenia, pisze
"Financial Times".