Amado Boudou, argentyński minister gospodarki, broni rząd przed krytyką opinii publicznej za wpuszczenie do kraju pierwszej od czterech lat misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego. - Nie zdejmujemy spodni przed MFW, a polityka gospodarcza jest ciągle ustalana przez nas - powiedział w wywiadzie radiowym.
Misja MFW pojawi się w Argentynie w grudniu. Ma pomóc w opracowaniu metody liczenia inflacji, która jest poważnym problemem w drugim największym kraju Ameryki Południowej. Bo choć inflacja w Argentynie szaleje, szacunkowe dane różnią się od siebie diametralnie. Argentyńska prezydent Cristina Kirchner szacuje, że na koniec roku inflacja w tym kraju wyniesie 11 proc., podczas gdy prywatni ekonomiści obliczyli, że rzeczywista stopa inflacji w tym kraju wynosi dwa razy więcej - między 20 a 25 proc. Różnica wynika prawdopodobnie z różnych metod liczenia inflacji i dlatego zaproszono MFW, które ma pomóc w tej sprawie. Wywołało to falę krytyki w Argentynie - mieszkańcy tego kraju uważają, że wpuszczenie ludzi z funduszu oznacza ograniczenie gospodarczej suwerenności kraju. - Nasza polityka gospodarcza dalej jest ustalana na ulicy Barcarce 50 - powiedział Boudou, mając na myśli adres, pod którym urzęduje argentyńska pani prezydent. - Zaprosiliśmy MFW ze względu na ich wielkie doświadczenie w tej sprawie - dodał.
Argentyńczycy mają za złe MFW poprzednią interwencję funduszu w tym kraju. Fundusz, który w drugiej połowie lat 90. pożyczył Argentynie miliardy dolarów w momencie, gdy stanęła ona na krawędzi bankructwa, nakazał jej jednocześnie wprowadzenie radykalnych oszczędności budżetowych. Zdaniem wielu Argentyńczyków miało to wpływ na powtórny wybuch kryzysu finansowego w tym kraju trwającego w latach 1999-2002.
Ostatecznie związki MFW z Argentyną zostały zerwane w 2006 roku, gdy poprzedni prezydent Argentyny Nestor Kirchner spłacił dług tego kraju wobec funduszu - ponad 9,5 mld dol.