Biznes Ludzie Pieniądze

Współpraca w PPPolsce

Mirosław Bartołd
26.11.2010 , aktualizacja: 26.11.2010 20:29
A A A Drukuj
Współpraca sektora publicznego z prywatnym miała być cudownym lekiem na rozpędzenie inwestycji w infrastrukturę. Nie jest. Wspólne inicjatywy miast i przedsiębiorców można policzyć na palcach dwóch rąk.
Kraków, plac Na Groblach. Pod nim dwupoziomowy parking podziemny. 800 miejsc dla samochodów. Większość stoi pusta. Za godzinę postoju trzeba płacić 7 zł. Niedaleko w parkomacie około 3 zł. Inwestycja powstała na podstawie ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Pierwszą rząd przyjął w 2005 r., ale była nieskuteczna. Trzy lata później weszła w życie nowa. Dzięki niej miasta miały tanim kosztem budować stadiony, oczyszczalnie, mosty... A sektor prywatny miał na tym zarabiać. Tak też miało być w przypadku parkingu. Kraków bezpłatnie wydzierżawił firmie Ascan działkę na 72 lata. Ta zobowiązała się zbudować parking. Ascan miał zarabiać na opłatach, a miasto zyskiwało więcej miejsc parkingowych. Okoliczni mieszkańcy zgrzytają zębami ze złości. Stawki są dla nich zbyt wysokie.

Wacław Skubida, dyrektor wydziału inwestycji w mieście, uważa jednak inwestycję za sukces. - Wiem, że ten obiekt nie jest wykorzystywany, ale stoi. Mieszkańcy mają miejsca do parkowania. Problemem są nie tylko koszty postoju, ale też brak dojazdu do parkingu i słaby PR. Ale to inwestorowi prywatnemu powinno zależeć na klientach - mówi.

- Od czasu wprowadzenia ustawy było kilkadziesiąt podobnych przetargów. Rozstrzygnięto kilka, a kilkanaście może uda się rozstrzygnąć do końca roku. Pod tym względem na tle krajów Europy Zachodniej wyglądamy bardzo słabo - mówi Bartosz Korbus z Instytutu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

Winny? Mentalność. - Przy takich inwestycjach każdy chce ponosić jak najmniejsze ryzyko. Sektor publiczny chce mieć infrastrukturę, ale nie płacić za nią. Sektor prywatny zaś jest gotowy zapłacić, ale tylko, gdy będzie miał pewny zysk. A pewny zysk jest wtedy, gdy płaci miasto, a nie rynek. Koło się zamyka. Obydwie strony stoją na skrajnych pozycjach i trzeba je do siebie zbliżyć. W przypadku Krakowa może miasto musiałoby dopłacić inwestorowi po to, by parking był tańszy. Ale celem urzędu było stworzenie dodatkowych miejsc parkingowych i cel ten osiągnięto. A to, że już nikt z tego nie korzysta, to inna sprawa - mówi Korbus.

Żeby granice między obydwoma sektorami zatrzeć, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chce stworzyć centralne jednostki wspierające PPP. Co miałyby robić? Nie wiadomo. Pomysł jest w fazie projektu.

Eksperci twierdzą jednak, że PPP wspierać trzeba. Choćby po to, żeby sprawnie wprowadzić ustawę środowiskową, nad którą właśnie pracuje rząd. Według jej założeń gminy będą właścicielami śmieci komunalnych i to gminy będą musiały zająć się odpadami. A UE chce, żeby jak najwięcej śmieci utylizować w sposób ekologiczny. Potrzebne więc będą spalarnie i firmy recyklingowe. Przy tak ograniczonym budżecie jak dzisiaj PPP byłoby idealnym rozwiązaniem.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy