- Widziałem, jak to było we Francji, gdy wprowadzono podobny zakaz - mówi poseł Bolesław Piecha (PiS), promotor nowelizacji ustawy antynikotynowej. - Oprócz zwykłych bankructw nie zaobserwowano zamykania lokali. Ale u nich ten zakaz wchodził w lecie. Pogoda mogła to zamortyzować, bo palacze bez problemu mogli siedzieć w ogródkach, a do zimy się przyzwyczaili.
A u nas?
Pub: dobrze, że jest zima
- Ja się cieszę, że zakaz został w prowadzony teraz - odpowiada Tomasz Rzepnicki właściciel Yesterday Pub na gdańskiej Starówce. - Ludzie wychodzą zapalić na zewnątrz. Jak będzie zimno nie będą stać i gadać, tylko wypalą i wrócą. W lecie mieszkańcom mogłoby to przeszkadzać, zwłaszcza jeśli byłyby ciepłe noce i mieliby pootwierane okna.
- A zakaz panu nie przeszkadza?
- Z mojego punktu widzenia lepiej jest jak ludzie nie palą. Wie pan jakie to wydatki na wentylację, na czyszczenie? Nikotyna wszędzie osiada. Nic tak nie niszczy lasera w odtwarzaczu płyt, jak nikotyna, po roku, dwóch sprzęt nadaje się do wymiany.
- Nie boi się pan strat?
- Straty poniosą te puby, gdzie jest tylko kawka, piwko i papieros. U nas gra muzyka, jest po co wrócić po wypaleniu papierosa. Może zresztą ludzie będą chętniej przychodzili, bo nie będą zmęczeni dymem, a ciuchy nie będą śmierdzieć.
- Ale palarnię pan tworzy?
- Tak, żeby ludzie nie stali na ulicy i sąsiedzi nie wzywali straży miejskiej. Oddzielę jedno pomieszczenie, będą osobne drzwi. Koszt? Kilka tysięcy.
Sondaże: na dwoje babka wróżyła
Są dane, które wskazują, że branżę gastronomiczną w związku z zakazem może czekać... ożywienie.
Badania przeprowadzone przez Pentor w 2006 roku mówią, że 76 proc. Polaków opowiada się za ustawą zakazującą palenia papierosów w miejscach publicznych. W efekcie okazać się może, że klientów nawet przybędzie, ponieważ obecnie aż 11 proc. dorosłych Polaków unika miejsc zadymionych, w tym klubów i barów.
Stowarzyszenie Manko prowadzące kampanie społeczne "Lokal bez dymu" i "Polska bez papierosa" podaje, że w Nowej Zelandii pół roku po wprowadzeniu zakazu liczba osób niepalących, które deklarują "spędzanie czasu w barach" wzrosła z 33 do 49 proc.
Organizacja Pracodawcy RP (dawniej Konfederacja Pracodawców Polskich), która od miesięcy przestrzegała przed skutkami wprowadzenia zakazu podaje zeszłoroczne badanie OBOP przeprowadzone na 600 restauratorach - 54 proc. spodziewa się zmniejszenia liczby klientów, 43 proc. nie spodziewa się zmian, a tylko 3 proc. - zwiększenia. Tak samo jeśli chodzi o dochody.
Zatrudnienie: albo będzie dobrze, albo będzie źle
- W krajach, w których wprowadzono restrykcyjne zakazy jak np. w Wielkiej Brytanii, średnio zamykanych jest 5 pubów tygodniowo. W Polsce może być podobnie, szczególnie, że już w pierwszych dniach obowiązywania nowej ustawy antynikotynowej dochody znacznej części restauratorów spadły o połowę - twierdzi Krzysztof Kępiński pełnomocnik Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego.
A Pracodawcy RP dodają przykład Macedonii: "W ciągu pierwszego miesiąca obroty w restauracjach spadły od 40 do 70 proc. i niektórzy z właścicieli zostali zmuszeni do likwidacji przedsiębiorstwa".
To nieprawda, że zakaz palenia prowadzi do redukcji zatrudnienia w lokalach - twierdzi Michał Stokłosa, ekspert amerykańskiego International Tobacco Control Research Program. I podaje, że zatrudnienie w nowojorskich barach i restauracjach między rokiem 2000 a 2008 wzrosło ze 160 do 200 tys., wzrost - o 10,9 tys. osób - odnotowano także między 2002 a 2003 r., kiedy wprowadzono tam podobny do naszego zakaz. Obroty nowojorskich lokali w ciągu roku wzrosły wówczas o 8,9 proc.
Ani Ministerstwo Finansów, ani Ministerstwo Gospodarki, ani Ministerstwo Zdrowia nie dysponują symulacjami wpływu zakazu na sytuację branży w Polsce. Rzecznicy resortów tłumaczą, że nie był to projekt rządowy, tylko poselski, więc to wnioskodawcy powinni dołączyć do uzasadnienia takie szacunki. Ale nie dołączyli.