Biznes Ludzie Pieniądze

Balcerowicz: Ja, populista. A dług, jaki jest, każdy widzi

Rozmawiała Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
30.11.2010 , aktualizacja: 28.11.2010 21:55
A A A Drukuj
Nie można zrównywać zapisów księgowych w ZUS, z żywymi pieniędzmi odłożonymi w OFE. Jeśli ktoś nie dostrzega tych różnic, to jak gdyby nie widział różnicy między socjalizmem a kapitalizmem - mówi prof. Leszek Balcerowicz, b. wicepremier i minister finansów, b. prezes NBP
prof. Leszek Balcerowicz
prof. Leszek Balcerowicz
Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Jest pan populistą?

Leszek Balcerowicz: Jeżeli populistą jest człowiek, który stara się coraz skuteczniej docierać do opinii publicznej ze swoim przekazem, to według takiej definicji - jestem populistą.

Docenił pan też rolę PR-u: zamiast słowa "inflacja" używa teraz "drożyzny"?

- Nauczyłem się w sposób wyrazistszy prezentować swoje poglądy. Co do populizmu: jeżeli trzymamy się tradycyjnej definicji, że populista to ten, który obiecuje lekarstwo gorsze od choroby albo udaje świętego Mikołaja, który rozdaje pieniądze, to do tej kategorii się nie zaliczam.

Populista używa w debacie argumentów przesadzonych. I chwycił pan za tę broń, zawieszając w centrum Warszawy licznik długu publicznego.

- Ale gdzie tu jest przesada? Dług, jaki jest, każdy widzi jest bardzo duży.

Podobało się Panu jak Krzysztof Rybiński powiedział, że Donald Tusk zadłuża Polskę w tempie dwóch Gierków?

- Pod Gierka trzeba raczej podstawić Jarosława Kaczyńskiego.

Pan sam na słynnym liczniku nie pokazuje złożoności kondycji naszej gospodarki i finansów. Na tablicy nie ma np. informacji o wzroście PKB.

- Nie ma także planszy z informacją o wszystkich osiągnięciach Platformy Obywatelskiej (śmiech). Taka niedoróbka świadczy o mnie jak najgorzej i dlatego zasługuję na miano populisty. A tak serio: im więcej informacji o kosztach różnych fałszywych prezentów, tym lepiej dla ludzi i lepiej dla demokracji.

Można z satysfakcją odnotować, że Polska była jedynym krajem Europy, który uniknął recesji. Ale jak długo można to powtarzać? To się staje natrętne. A szczególnie jeżeli dotknęło nas jednak spowolnienie gospodarcze i mamy co nieco do zrobienia. Jeżeli pewnych rzeczy nie zrobimy na czas, to "zielona wyspa" może wpaść w czarną dziurę.

To niech pan przekona zwykłego czytelnika, który na ekonomii się nie zna, że stan finansów polskich jest tak zły, że trzeba natychmiast działać.

- Mamy ogromne wydatki, w tej chwili ok. 45 proc. PKB. To niewiele mniej niż w Niemczech, które są od nas o wiele bogatsze. Wskaźnik wydatków jest kluczowy, bo z tego biorą się wszystkie inne problemy finansów naszego państwa.

Rząd PiS obniżył znacząco podatki i jednocześnie jeszcze bardziej zwiększał wydatki. Przy spowolnieniu gospodarczym wywołanym światowym kryzysem doszło do szybkiego wzrostu długu. Scenariusz grecki powinien być dla nas poważną przestrogą, że brak reakcji na czas może się skończyć bardzo boleśnie. Grecy właśnie teraz są skazani na wielkie wyrzeczenia i bolesne cięcia budżetowe. Z powodu lekkomyślności władz, które przecież wybierali.

A może jednak niepotrzebnie wywołuje pan panikę? Nasz dług w porównaniu z innymi krajami nie jest wcale taki wysoki.

- Nie sieję żadnej paniki, tylko mobilizuję do działań. Mechaniczne porównywanie długu publicznego w Polsce do długu w Niemczech nie ma sensu. Bo te same liczby oznaczają różne rzeczy. Wystarczy spojrzeć, ile się płaci za nowo zaciągany dług: Niemcy płacą inwestorom za swoje obligacje dwa razy mniej niż Polska.

Gdyby rząd PiS i PO nie obniżyły podatków i składki rentowej, to ludzie mniej by kupowali - być może wzrost gospodarczy byłby niższy.

- Obniżka podatków tylko w jednej trzeciej odpowiada za wzrost długu publicznego zadłużenie. W dwóch trzecich winny jest wzrost wydatków, zwłaszcza w latach 2005-07.

W kręgach rządowych zamiast energiczniej zabrać się za ich ograniczanie, dyskutuje się znów ostatnio o zmianach w reformie emerytalnej. A niektórzy przedstawiciele rządu sprawiają wrażenie, jak gdyby główną przyczyną problemów w finansach publicznych były dla nich transfery do OFE. Tymczasem transfery te stanowią ostatnio 1,6 proc. PKB. Jeżeli od 45 proc. naszych wydatków odejmiemy te 1,6 to i tak pozostaje 43,4 proc. wydatków! To nadal bardzo wysoki poziom.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    141 głosów