Biznes Ludzie Pieniądze

WikiLeaks ostrzega: następny wyciek dotknie największe banki USA

mib, tigi
30.11.2010 , aktualizacja: 30.11.2010 22:42
A A A Drukuj
Czołowy przedstawiciel portalu WikiLeaks Julian Assange ostrzega, że już na początku przyszłego roku opublikuje kolejne dokumenty. Tym razem będą to papiery z największych amerykańskich banków.
Internetowe newsy okupuje BZ WBK, najbardziej lubianym bankiem jest mBank a najwięcej żółtych kartek zebrał Getin
Internetowe newsy okupuje BZ WBK, najbardziej lubianym bankiem jest mBank a najwięcej żółtych kartek zebrał Getin
ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY
Assange przyznał magazynowi Forbes, że ten megawyciek może doprowadzić do upadku jednego albo dwóch banków. - To nie będzie aż tak duża skala jak w przypadku dokumentów dotyczących wojny w Iraku. Ale mamy tysiące lub setki tysięcy dokumentów, w zależności od tego, jak definiujemy pojęcie "dokument" - powiedział Assange.

W zeszłym roku w wywiadzie dla branżowego magazynu Computerworld Assange ujawnił, że WikiLeaks otrzymało 5 GB danych z dysku należącego do jednego z menedżerów Bank of America. Nie wiadomo jednak, czy to te same dokumenty, o których przedstawiciel WikiLeaks mówił dziennikarzowi "Forbesa".

Które banki muszą się bać?

Założyciel WikiLeaks nabrał wody w usta. - Jest za wcześnie, by mówić o przestępstwach, ale na pewno możemy mówić o nieetycznym zachowaniu. Można byłoby to nazwać korupcyjnym ekosystemem - powiedział Assange. Dodał, że ten wyciek pokaże prawdziwe zachowania banków na poziomie kierowniczym.

Assange przyznał też, że jego organizacja ma jeszcze dużo nieopublikowanych dokumentów. - Dociera do nas coraz więcej materiałów w miarę jak zdobywamy coraz większą popularność. Coraz sprawniej sprawdzamy dokumentów - powiedział.

Na celowniku WikiLeaks

Serwis już wcześniej brał się za bary z bankami - w 2008 r. starł się z szwajcarskim bankiem Julius Baer. I... zniknął z sieci. Na WikiLeaks znalazły się materiały sugerujące, że filia banku na Kajmanach mogła złamać prawo. Prawnicy pozwali serwis w kalifornijskim sądzie, ten zdecydował, że dostęp do strony wikileaks.org należy zablokować (spółka Dynadot wyczyściła wpisy o Wikileaks z rejestru DNS, można było odwiedzić stronę tylko, jeśli znało się jej adres IP). Po protestach organizacji pozarządowych i oskarżeniach o cenzurę, po kilku dniach ten sam sędzia blokadę wycofał. A Julius Baer wycofał się ze sprawy.

Na celowniku serwisu były też inne firmy, m.in. BP - naftowy gigant, który ostatnio zyskał niechlubną sławę wyciek ropy do oceanu w Zatoce Meksykańskiej. - Nie wiemy jeszcze, które z tych dokumentów są oryginalne - powiedział Assange. Dodał, że portal ma dużo dokumentów powiązanych z biznesem. Stanowią one około 50 proc. wszystkich materiałów. Duża ich część ma dotyczyć przemysłu farmaceutycznego. Są też dokumenty świadczące o inwigilacji rządowej w przemyśle technologicznym. Chodzi o szpiegostwo przemysłowe, którego ofiarą padła niewymieniona z nazwy amerykańska spółka.

Tak jak Enron?

Assange porównuje wagę posiadanych przez WikiLeaks dokumentów o bankach do informacji, które spowodowały upadek Enronu.

Jeszcze w 2000 roku koncern energetyczny z Houston uważany był za jedną z najlepiej zarządzanych amerykańskich firm, a jego rynkowa wartość przekraczała 80 mld dol. W ciągu kilkunastu listopadowych dni wartość Enronu spadła kilkakrotnie.

Co spowodowało upadek giganta? Przede wszystkim tzw. kreatywna księgowość, czyli po prostu oszukiwanie inwestorów poprzez księgowanie niektórych wydatków w sposób, który pozwalał na ich ukrycie. W przypadku Enronu było co ukrywać. W okresie boomu giełdowego koncern inwestował w wiele spółek, najczęściej niezwiązanych z branżą energetyczną, w której działał. W efekcie stracił co najmniej kilkanaście miliardów dolarów na nietrafionych inwestycjach. Straty skrzętnie ukryli księgowi ze współpracującej z Enronem firmy konsultingowej Arthur Andersen.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów