Swoją publikację brytyjski
dziennik ekonomiczny opiera na dokumentach Komisji Europejskiej, które redakcja "FT" otrzymała. Wynika z nich, że z 347 mld euro, które zostały w obecnym budżecie UE (2007-13) przeznaczone na politykę spójności, faktycznie wydano tylko 10 proc. Dziennik podkreśla, że dużo pieniędzy (8,4 mld euro w ciągu ostatnich kilkunastu lat) zostało wydanych niezgodnie z przeznaczeniem. Tylko 75 proc. udało się odzyskać. Według "FT" urzędnicy unijni podejrzewają, że dziesiątki milionów euro zostało wyssane z funduszy europejskich przez zorganizowaną przestępczość, w tym włoską mafię.
Kilka dni przed publikacją tekstu w "FT" w ukazującym się w Brukseli tygodniku "European Voice" (czytanym głównie przez ekspertów, dyplomatów i unijnych biurokratów) ukazał się przeciek w sprawie planów rządu brytyjskiego. Premier David Cameron chce ponoć radykalnie obciąć wydatki na politykę spójności w kolejnym budżecie UE (na lata 2014-20).
Z tak "optymistycznym" opisem polityki spójności (który miałby uzasadniać proponowane przez Londyn cięcia w wydatkach) zdecydowanie nie zgadza się polski rząd. - To jest chyba zorganizowana akcja wymierzona w politykę spójności - mówi "Gazecie" minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. - Polska jest poligonem unijnej polityki spójności. I doświadczenia z wydawania unijnych funduszy są inne, zdecydowanie pozytywne - przekonuje.
Po pierwsze, Polska wydała więcej pieniędzy z obecnego budżetu, niżby to sugerowała publikacja "FT" (już dawno temu przekroczyliśmy 15 proc. kwoty (14 mld euro), a od początku było też wiadomo, że gros wydatków nastąpi w latach 2011-21. Co równie ważne, w 2010 r. Polska wyda znacznie więcej pieniędzy, niż przewidywaliśmy - do Komisji Europejskiej pójdzie wniosek o refundację ok. 30 mld złotych, a nie planowanych 26,5 mld zł. I nie jest prawdą, że unijne pieniądze są wyłudzane przez przestępców. Wydatkowanie funduszy europejskich w Polsce dokładnie prześwietlił Europejski Trybunał Obrachunkowy. Doszukał się niewielu nieprawidłowości.
- Polska udowodniła, że unijna polityka spójności potrafi generować wzrost gospodarczy. To, że w 2009 i 2010 r. Polska ma tak duży wzrost gospodarczy [na tle innych krajów Unii], to w dużej mierze zasługa właśnie funduszy europejskich - podkreśla Bieńkowska. - Zresztą rezygnacja z unijnej polityki spójności byłaby stratą nie tylko dla tych państw, które bezpośrednio z niej czerpią. Dzięki inwestycjom generowanym m.in. w Polsce zyskują także inne państwa Unii - dodaje. Z szacunków MRR wynika, że z każdego euro przekazanego Polsce w postaci funduszy europejskich 46 eurocentów wraca do państw-płatników w postaci dodatkowych zamówień na dobra i usługi.