Biznes Ludzie Pieniądze

Oszuści wyłudzają pieniądze pod pozorem walki z piractwem

Tomasz Grynkiewicz
01.12.2010 , aktualizacja: 02.12.2010 12:07
A A A Drukuj
Piracie, masz trzy dni, by wpłacić 500 euro za ściągnięcie nielegalnego programu. Znamy kraj, w którym mieszkasz (Polska), twój numer IP i nazwę użytkownika (Beatka)
Beatka, czyli w realu pani Beata, to właścicielka jednej z firm turystycznych.

Maila od Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) dostała kilka dni temu.

Nadawca z "wydziału policji WIPO" przekonywał panią Beatę, że podczas akcji antypirackiej w Polsce przejęto kilka serwerów. A na nich znaleziono bazy danych internautów, którzy ściągali z sieci nielegalne oprogramowanie, w tym - dane pani Beaty. Artykuł o nalocie znalazł się nawet - wyróżnioną czcionką - na głównej stronie WIPO.

Pani Beata zapytała, o jaki program chodzi - przeczytała, że była "członkiem nielegalnego serwisu" Download.net.pl, gdzie można znaleźć linki do różnych programów - głównie w wersji testowej. Co ściągnęła? Nie wie. Nawet nie pamięta, czy na takim serwisie była.

Ultimatum? "Masz trzy dni, by wpłacić 500 euro za ściągnięcie nielegalnego programu" w hiszpańskim banku BBVA (z adnotacją: "odszkodowanie na rachunek 58434").

Albo? Sprawa trafi do sądu. Sądząc po setkach wpisów polskich internautów na różnych forach, głównie poświęconych grom komputerowym, "policja WIPO" podobne listy wysłała masowo do polskich internautów.

"Nie wiem, czy to chodzi o rapidshare, a tylko stamtąd ściągałem. I nie oprogramowanie, tylko filmy" - dziwi się internauta. "Tylko że ja już co najmniej miesiąc lub więcej nic nie ściągałem" - niepokoi się inny.

- Z łatwością cię namierzymy i oddamy do sądu, dajemy jednak szansę na polubowne załatwienie sprawy - grozi na koniec nadawca e-maila. Blefuje.

Mail od WIPO to oszustwo.

- Dość dobrze przygotowane - ocenia Mikko Hypponen, szef badań firmy F-Secure specjalizującej się w bezpieczeństwie w sieci. Oszuści niemal co do joty skopiowali prawdziwą stronę WIPO (wipo.int) i umieścili ją pod adresem wipo.org.pl. Różnice? Na stronie prawdziwego WIPO nie ma ani słowa o antypirackiej akcji (organizacja zresztą nie zajmuje się takimi nalotami).

Podrobioną stronę WIPO w sieci zamieszczono w połowie listopada. Widnieje na niej numer kontaktowy... do Krakowa. Telefonu jednak nikt nie odbiera, włącza się jedynie sekretarka, informując po angielsku, że to siedziba WIPO, ale "wszyscy konsultanci są obecnie zajęci, zostaw wiadomość po sygnale".

- Mamy więcej takich sygnałów, dział prawny już się zajmuje sprawą - usłyszeliśmy w WIPO (tym prawdziwym, z siedzibą w Szwajcarii). Organizacja na swojej stronie informuje o innych próbach podszycia się pod WIPO, np. o fałszywych fakturach za składki członkowskie rozsyłane pocztą.

Czy ktoś się nabrał? - Niewykluczone, bo nadawca sprytnie bazuje na strachu internautów, którzy wiedzą o różnych antypirackich akcjach. Ale z kwotą 500 euro chyba przesadził - uważa jeden z policjantów zajmujących się cyberprzestępczością. Dodaje, że konto w hiszpańskim banku należy pewnie do słupa - pośrednika, który ma przelać pieniądze za granicę, np. przez Western Union.

- To nie pierwszy raz, gdy oszuści chcą przekonać internautów do zapłaty za rzekomo nielegalnie ściągnięte programy - mówi Hypponen. Wiosną tego roku cyberprzestępcy na zarażonych złośliwym oprogramowaniem komputerach wyświetlali nagle ostrzeżenie, że skaner organizacji ICCP Copyright Foundation (w rzeczywistości nieistniejącej) wykrył u nich nielegalne pliki. I proponowali przelanie 400 dol. kartą kredytową. W rzeczywistości transakcja nie dochodziła do skutku, chcieli tylko wyłudzić dane z kart kredytowych.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów