Na projekcie tej ustawy nie pozostawili suchej nitki działacze spółdzielczy, którzy zebrali się w środę w Natolińskim Ośrodku Kultury na warszawskim Ursynowie. Np. nie podoba im się sposób, w jaki posłowie PO chcą zastąpić spółdzielnie wspólnotami mieszkaniowymi.
Lidia Staroń z PO zapewnia, że spółdzielcy dostaną jedynie możliwość wyboru, czy chcą być nadal w spółdzielni, czy wolą założyć wspólnotę, która ma prawo wybrać sobie do zarządzania kogoś innego, np. prywatną spółkę. Wspólnoty już nie będą powstawały automatycznie z chwilą, gdy wszyscy w budynku (lub budynkach stanowiących nieruchomość) uzyskają pełną własność. Konieczna będzie decyzja większości właścicieli obliczana według wielkości udziałów w części wspólnej
nieruchomości. Członkowie tej wspólnoty uzyskaliby udział w majątku spółdzielni, np. w działce, na której jest parking, w wewnętrznych drogach czy osiedlowym domu kultury. - To nie są niewolnicy XXI wieku - mówi o spółdzielcach Staroń.
Dyrektor Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP Ryszard Jajszczyk ostrzega, że nie da się zarządzać majątkiem, który jest współwłasnością kilkuset osób. Do podjęcia decyzji dotyczących tych nieruchomości potrzebna jest bowiem zgoda wszystkich. W efekcie sprawy trzeba będzie przeprowadzać przez sądy.
Działacze krytykują też pomysł, by przekształcenie spółdzielczych własnościowych praw do lokali w pełną własność odbywało się bez udziału notariusza. Wystarczyłoby, że zarząd lub walne zgromadzenie spółdzielni wyda uchwałę określającą przedmiot odrębnej własności poszczególnych lokali w danej nieruchomości.
Staroń przekonuje, że to rozwiązanie jest korzystne dla tych, którzy sfinansowali koszty budowy swoich mieszkań. Jan Rostafiński ze spółdzielni Sol jest innego zdania. Uważa, że mieszkańcy powinni mieć możliwość wyboru formy własności. - W mojej spółdzielni żaden ze 150 posiadaczy mieszkań własnościowych nie wystąpił o pełną własność, bo nie ma to żadnego wpływu na ich cenę - mówił ten warszawski adwokat. Jajszczyk dodał, że dla części rodzin może mieć znaczenie to, że w razie eksmisji z powodu długu posiadacz spółdzielczego prawa własnościowego może liczyć na lokal socjalny. Ten zaś, kto ma pełną własność
mieszkania, w podobnej sytuacji może być z niego wyrzucony, np. do noclegowni.
Kontrowersje wzbudza też propozycja uregulowania kwestii własności gruntów. Chodzi o to, że wiele spółdzielni wybudowało
domy na cudzym gruncie. Projekt zakłada, że w ciągu 12 miesięcy uzyskają grunt na własność przez zasiedzenie, o ile nie zgłosi się właściciel. Pół biedy, jeśli jest nim gmina, bo mogłaby oddać spółdzielni grunt w użytkowanie wieczyste. Ale osoba prywatna miałaby roszczenie o odszkodowanie. W Warszawie w grę wchodzą ogromne kwoty.
Krystyna Przyłuska z osiedla Stegny w spółdzielni Energetyka zarzuca PO, że chce przerzucić na spółdzielców finansowe skutki dekretów nacjonalizacyjnych z PRL. Państwo lub gmina nie musiałyby wypłacać odszkodowań dawnym właścicielom gruntu lub ich spadkobiercom.