- Już dziś możemy potwierdzić, że złożymy wnioski o wypłatę 30 mld zł. Czyli o 4 mld zł więcej, niż planowaliśmy - mówi minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska.
Chodzi o pieniądze, które Polska wydała (wykładając własne środki) w ramach dotacji unijnych. Wydatki zostały rozliczone, więc Polska może prosić o zwrot z unijnego budżetu - tak działa mechanizm funduszy europejskich.
Praktycznie we wszystkich częściach funduszy udało się wydać więcej, niż planowano. Prognozy najbardziej udało się przekroczyć w programie operacyjnym "Innowacyjna gospodarka" (dotacje m.in. dla przedsiębiorców) oraz w 16 regionalnych programach operacyjnych zarządzanych na szczeblu samorządów wojewódzkich.
Przekroczenie prognozy będzie miało dwie ważne konsekwencje.
Szczególnie ucieszy to ministra finansów Jacka Rostowskiego. - Ministerstwo Finansów nie spodziewało się, że tę dodatkową kwotę Polska dostanie. To znacząco ułatwi wykonanie planu budżetowego, bo to będzie ponad 4 mld zł w dochodach budżetu państwa - tłumaczy Bieńkowska.
Znaczące przekroczenie planu to także bardzo dobra i ważna wiadomość dla Komisji Europejskiej. Bo niestety nie wszystkim państwom Unii w 2010 r. uda się wydać tyle funduszy europejskich, ile planowały.
- Dzięki tej większej płatności Komisja Europejska będzie w stanie wykonać prognozę budżetową na 2010 r. Bo inne kraje nie wydały tyle, ile Komisja Europejska im zapisała - mówi Bieńkowska. - Oprócz nas jeszcze tylko Bałtowie przekraczają swoje prognozy - no, ale oni mają malutkie budżety - dodaje.
Gdyby pod koniec roku Komisja musiała ogłosić, że z unijnego budżetu nie wydała wszystkich pieniędzy, bo zabrakło chętnych, skutki byłyby opłakane. Bo już dziś wiele państw Wspólnoty, z Wielką Brytanią na czele, lobbuje na rzecz zmniejszenia budżetów unijnych w przyszłości. Jak wynika z przecieków prasowych (publikowanych m.in. w tygodniku "European Voice"), główną propozycją brytyjską będzie obcięcie w latach 20014-20 wydatków na politykę spójności. Bo zdaniem Brytyjczyków te pieniądze są marnowane. Brytyjskie media (ostatnio zwłaszcza
dziennik "Financial Times") dużo piszą o ciemnej stronie funduszy europejskich: błędach w wydawaniu pieniędzy, ich rzekomym rozkradaniu przez przestępców itp.
Niewykonanie budżetu w 2010 r. byłoby koronnym dowodem na to, że pieniądze przeznaczone na politykę spójności marnują się.
Dzięki polskim wydatkom tego argumentu nie będzie można użyć. Dodatkowo Polska może bronić tezy, że
fundusze europejskie są korzystne dla gospodarki.
- W 2009 i 2010 r. fundusze europejskie pomogły utrzymać się polskiej gospodarce na powierzchni. Ale nie tylko nam one służą: znaczną część produktów i usług wykorzystanych w inwestycjach dofinansowanych przez Unię kupujemy w państwach zachodnioeuropejskich - tłumaczy wiceminister rozwoju regionalnego Jarosław Pawłowski. - Te 67 mld euro, które mamy dostać w latach 2007-13, wygeneruje popyt na usługi i dobra na blisko 38 mld euro w innych krajach.
Przekraczając w 2010 r. prognozę zwrotu kasy z budżetu UE, Polska umacnia się na pozycji państwa, które w całej Unii najsprawniej wydaje fundusze strukturalne i spójnościowe.
Już w październiku - gdy rząd nie był jeszcze pewien, czy uda się przekroczyć prognozę na 2010 r. - Polska wysforowała się przed pozostałe państwa Unii. Licząc od 2007 r., z nowego budżetu UE Komisja zwróciła nam 14 mld euro. Na kolejnych miejscach uplasowały się Hiszpania i Niemcy, które wydały odpowiednio 7,4 i 6,2 mld euro (dane z 7 października br.). A dla jeszcze lepszego porównania - Irlandia wydała 219 mln euro, czyli 63 razy mniej niż Polska.