Sposób jest prosty. Sprzedawca dzwoni do wybranych osób i nachalnie zachęca do zakupów różnego rodzaju papierów inwestycyjnych, zwykle bezwartościowych lub w ogóle nieistniejących. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie manipulowanie rozmówcą i podgrzewanie atmosfery nadzwyczajnej okazji - stąd właśnie nazwa "boiler-room", czyli "kotłownia". Po dokonaniu transakcji kontakt ze sprzedawcą okazuje się niemożliwy.
Szacuje się, że rocznie Brytyjczycy tracą w ten sposób blisko 200 mln funtów.
Brytyjski urząd nadzorujący rynki finansowe (FSA) wraz ze swoim amerykańskim odpowiednikiem oraz brytyjskim urzędem skarbowym (Inland Revenue) prowadzi dochodzenie w sprawie oszustw. Tylko w tym roku FSA odkrył trzy listy potencjalnych ofiar i skontaktował się z 95 tys. osób.
Najnowsza lista, czwarta z kolei, jest największą, na jaką dotychczas natrafiono. Zawiera ona nazwiska, adresy i numery telefonów 49 387 osób w Wielkiej Brytanii. Urząd zamierza skontaktować się z każdą potencjalną ofiarą, by doradzić, jak uniknąć strat.
"The Independent" podkreśla, że ze względu na specyfikę przestępstwa oszusta stosującego technikę "boiler-room" trudno złapać. Naciągacze ulokowani są zwykle za granicą, FSA wskazuje głównie na Hiszpanię i USA, często też są powiązani z przestępczością zorganizowaną.
FSA na podstawie zgłoszeń o popełnionym przestępstwie szacuje, że jeden poszkodowany traci średnio 20 tys. funtów. Zaznacza jednak, że tylko 10 proc. ofiar zgłasza się na policję.