Nie zakończyła się jeszcze sprawa klientów tzw. starego portfela kredytów hipotecznych BRE - wkrótce złożą oni pozew zbiorowy przeciwko bankowi - a już okazuje się, że są banki, które poszły w ślady BRE i też wpisują klientom do umów nieprecyzyjne zapisy dotyczące ustalania oprocentowania kredytów.
Panu Tomaszowi, klientowi wrocławskiego Eurobanku, po przeczytaniu projektu umowy o kredyt hipoteczny, podsuniętej przez pracowników banku, włos zjeżył się na głowie. Bank wpisał tam m.in., że "zmiana wysokości oprocentowania kredytu może następować w przypadku zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego w kraju, którego waluta jest podstawą indeksacji".
To oznacza, że bank może zmieniać oprocentowanie kredytu na podstawie bliżej niesprecyzowanych "parametrów rynku". Podobne zapisy, które w sposób nieprecyzyjny określają, od czego zależą zmiany oprocentowania kredytów i kiedy bank może je zmienić, notorycznie kwestionuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, kierując przeciwko bankom sprawy do sądu antymonopolowego.
To nie wszystko. Bank wpisał też do projektu umowy, że "kredytobiorca zobowiązuje się do powiadamiania Banku o wszelkich okolicznościach mogących mieć wpływ na sytuację finansową kredytobiorcy, w szczególności o obniżeniu dochodów mogącym mieć wpływ na terminową spłatę kredytu".
To też rafa: klient ma informować nie tylko o okolicznościach faktycznie mających wpływ na jego sytuację finansową, lecz także o tych, które "mogą mieć wpływ" na jego domowy budżet.
Taki zapis może dla banku stanowić pretekst, by w dowolnym momencie wypowiedzieć klientowi kredyt bez konkretnej przyczyny. I jeszcze jeden kwiatek: bank zażądał w projekcie umowy, by kredytobiorca zobowiązał się do tego, że sprzedaż
mieszkania może nastąpić "wyłącznie za uprzednią, pisemną zgodą banku".
Co na to bank? W skierowanym do Gazety oświadczeniu napisał: "Oprocentowanie kredytu hipotecznego w Eurobanku jest oprocentowaniem zmiennym opartym o stawkę rynkową WIBOR 3M, której wysokość ustalana jest przez rynek, nie przez Eurobank. Zapis, iż zmiana wysokości oprocentowania może następować także w przypadku "zmiany parametrów finansowych w kraju, którego waluta jest podstawą indeksacji" był formułowany z myślą o zmianach takich jak przystąpienie Polski do unii monetarnej i potencjalnej zamianie wskaźnika WIBOR na LIBOR".
Nasz czytelnik pan Tomek się nie poddał i postanowił negocjować z bankiem treść umowy. Poszedł do oddziału, wskazał paragrafy umowy, które jego zdaniem nie są precyzyjne, i poprosił o ich zmianę. Jego upór został nagrodzony.
Z naszych informacji wynika, że bank zgodził się wykreślić z gotowej już umowy zapis, że "zmiana wysokości oprocentowania może następować w przypadku zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego", oraz mówiący, że klient nie może sprzedać mieszkania bez zgody banku. Doprecyzował też inne zapisy dotyczące możliwości zmiany oprocentowania kredytu.
Takie podejście klientów banków to rzadkość. Z ujawnionych w zeszłym tygodniu badań UOKiK wynika, że tylko 10 proc. konsumentów kiedykolwiek próbowało negocjować zapisy umów bankowych.