Biznes Ludzie Pieniądze

Ukraińska kopalnia na GPW. - Mogliśmy wejść na giełdę rosyjską, ale z Polską więcej nas łączy - mówi jej właściciel

Rozmawiał Rafał Zasuń
10.12.2010 , aktualizacja: 10.12.2010 18:26
A A A Drukuj
Kopalnia Sadowaja z Łuhańska chce wyfedrować na warszawskim parkiecie 60 mln dol.
Oleksandr Tołstuchow
Fot. JACEK ŁAGOWSKI
Oleksandr Tołstuchow
Rafał Zasuń

Piątek był ostatnim dniem zapisów inwestorów indywidualnych na akcje Sadowoj. To czwarta co do wielkości prywatna kopalnia węgla na Ukrainie. Kopalnia z Łuhańska na wschodniej Ukrainie chce pozyskać na GPW do 60 mln dol. Będzie też trzecią węglową spółką notowaną na GPW - jako pierwszy wszedł czesko-holenderski NWR, a później lubelska Bogdanka. W porównaniu z nimi Sadowaja jest niewielka, ale ma niezłe wyniki - przez pierwsze trzy kwartały br. 40 mln dol. przychodów i prawie 8 mln dol. zysku.

Rafał Zasuń: Kiedy pytałem o pana i pana firmę znajomych ukraińskich analityków, większości z nich był pan kompletnie nieznany.

Oleksandr Tołstuchow: Przecież nie jesteśmy artystami. Dotychczas nie potrzebowaliśmy rozgłosu. Po prostu koncentrowaliśmy się na rozwoju biznesu. Do niedawna w ogóle nie myśleliśmy o giełdzie. Zresztą kiedy zapyta się o nas energetyków i hutników, którym dostarczamy węgiel, to znają nas na pewno.

Dlaczego wybraliście akurat giełdę w Warszawie?

- Jest bardzo atrakcyjna pod wieloma względami - płynności obrotu czy warunków dla notowanych firm. Giełda w Londynie jest dla nas jeszcze zbyt duża, a giełdę we Frankfurcie uważamy dziś za niewystarczająco płynną. Wydobywanie węgla to bardzo kosztowny biznes - nie można go rozwijać wyłącznie z własnych środków ani korzystając tylko z kredytów bankowych.

Ostatnio coraz więcej ukraińskich firm wybiera właśnie warszawską giełdę. Na Ukrainie nie ma warunków do przyciągnięcia inwestorów?

- Klimat inwestycyjny na Ukrainie nie jest najlepszy. Nie ma przepisów, które by go poprawiały. Nasze giełdy pracują nieefektywnie, nie są w stanie przyciągnąć kapitału. GPW jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie. Mogliśmy spróbować wejść na przykład na giełdę rosyjską, ale z Polską więcej nas łączy. Polska ma także ogromne zasoby węgla wydobywanego podobnymi metodami, ludzie dobrze wiedzą, co to takiego.

Kupiliście w 2002 roku nierentowną państwową kopalnię przeznaczoną do zamknięcia. Wam się opłacało ją eksploatować.

- W każdym kraju państwo nie zawsze jest efektywnym właścicielem. Na Ukrainie w państwowych kopalniach cały czas powoli, ale systematycznie spada wydobycie. W prywatnych rośnie. A jak to się stało w naszej kopalni? Wzięliśmy się do jej odbudowy i odbudowaliśmy. Wszystko zależy, od tego jak właściciel traktuje swoją własność.

Jak kryzys na Ukrainie wpłynął na waszą firmę?

- Bardzo mocno, jako rezultat spowolnienia we wszystkich sektorach wykorzystujących węgiel, które z kolei ucierpiały ze względu na spadek zapotrzebowania. Dodatkowo poprzedni rząd uniemożliwił państwowym instytucjom kupowanie węgla w prywatnych kopalniach. Żadne protesty nie pomagały. Zabroniono nawet państwowym kopalniom eksportu węgla, żeby więcej go zostało w kraju, ale ceny wcale nie spadły. Jednak najgorsze już za nami, produkujemy już tyle węgla, ile przed kryzysem. Popyt na węgiel rośnie coraz szybciej i co najważniejsze - dostarczamy coraz więcej surowca do prywatnych, niezależnych odbiorców. Naszym zdaniem na świecie będzie występował deficyt węgla energetycznego. My nastawiamy się głównie na Bułgarię i Indie.

Ile pieniędzy chcecie pozyskać z giełdy i na co je przeznaczycie?

- Do 60 mln dol. Planujemy wykorzystać te środki na modernizację posiadanych kopalni, kupno maszyn do odzysku węgla z hałd, budowę nowych kopalni i finansowanie kapitału obrotowego.

Jest pan byłyem oficerem Armii Radzieckiej. Jak to się stało, że zajął się pan biznesem?

- Po rozpadzie ZSRR miałem wybór: zostać w armii albo zająć się czymś innym. Miałem wtedy 27 lat. W armii nauczyli mnie koordynacji różnych rodzajów wojsk. Myślę, że to teraz bardzo pomaga w prowadzeniu biznesu. I w wojsku, i w cywilu strategia, planowanie czy dyscyplina to klucz do sukcesu.

Od razu weszliście w węglowy biznes?

- Najpierw dostarczaliśmy maszyny i materiały hutom i kopalniom. Lata 90. były bardzo trudne, przedsiębiorstwa nie miały pieniędzy, rozliczały się barterem - czyli płaciły węglem albo metalami. Musieliśmy gdzieś ten węgiel sprzedawać. I tak to się zaczęło.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów