Spółka Read-Gene istnieje od 13 czerwca 2005 r. Założyli ją szczecińscy genetycy z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Spółka specjalizuje się w badaniach nad nowotworami. Zajmuje się wykrywaniem, prewencją i leczeniem najbardziej rozpowszechnionych rodzajów nowotworów złośliwych. Spółka promuje testy genetyczne do wykrywania nowotworów, suplementy diety zmniejszające ryzyko zachorowania na nowotwór. Od 12 lutego 2009 r. jest notowana na NewConnect, alternatywnym rynku akcji GPW dla młodych firm z sektora nowych technologii. W piątek kapitalizacja spółki wyniosła prawie 80 mln zł.
Prezes prof. Jan Lubiński przyznaje, że utworzenie spółki i wprowadzenie jej na giełdę zabrało uczonym kilka lat. Teraz jednak uznaje działalność spółki za duży sukces i podkreśla, że działa podobnie do uczelni - firma wzięła na siebie m.in. koszt uzyskania patentów.
Niestety, takie firmy jak Read-Gene to ciągle w Polsce rzadkość. Rynek badań naukowych prawie nie istnieje. Według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego komercjalizacja badań jest ratunkiem zarówno dla polskiej gospodarki, jak i dla polskiej nauki. Jak zachęcać do zmiany? - To powinno być opłacalne dla każdej ze stron - powiedział prof. Witold Orłowski podczas konferencji na temat czerpania zysków z wyników badań naukowych, zorganizowanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - Co w Polsce nie działa na tym rynku? - Nic. Żadna ze stron nie działa tak, jak powinna - dodaje.
Prof. Krzysztof Chrzanowski, pracownik Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej, stworzył polską firmę high-tech Inframet. Spółka zajmuje się produkcją złożonych, niskoseryjnych systemów pomiarowych. Obecnie zatrudnia 16 osób, a jego roczne przychody wyniosły 1 mln euro, to - jak sam twierdzi - bardzo mało. W pewnym momencie firma była nawet bliska bankructwa. - Przestawałem dostawać granty. Nie miałem pieniędzy, żeby utrzymać mój zespół, który musiał pracować w bardzo trudnych warunkach - tłumaczy Chrzanowski.
Dlaczego jest aż tak źle? - My jesteśmy o 10-15 lat zacofani, więc zawsze możemy importować innowacje. Jeżeli naukowiec potrzebuje dwóch lat i pięciu asystentów, to firma będzie wolała kupić gotowe rozwiązanie i dostać je w ciągu miesiąca. Dopiero jak będzie podaż, to wystąpią naturalne mechanizmy rynkowe. Z drugiej strony finansowanie jest dużym problemem, bo inwestycje takie są bardzo ryzykowne, a fundusze venture capitals są w Polsce szczątkowe - dodaje Orłowski.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wraz z ekspertami z tej dziedziny, opracowało pakiet ustaw reformujących sektor nauki i szkolnictwa wyższego, który wszedł w życie 1 października. W 2010 r. z budżetu państwa przeznaczono na ten cel 5,6 mld. Ministerstwo podpisało też umowy na unijne dotacje (na lata 2007-13) i uzyskało 16 mld zł. Dotychczas wypłacano już 13 mld zł.
Co się zmieni? Od nowego roku jednostki naukowe, które uzyskują najlepsze efekty, będą dostawały więcej pieniędzy niż te, które funkcjonują słabo. Głównym celem będzie zacieśnienie współpracy państwowych instytutów badawczych z przedsiębiorcami.
Kto może zgłaszać się po dotacje? Instytucje naukowe, uniwersytety, a zwłaszcza przedsiębiorstwa. Dodatkowo 20 proc. środków będzie musiało trafić do młodych naukowców, czyli takich, którzy nie ukończyli 35. roku życia.
Powołano dwie instytucje - Narodowe Centrum Nauki i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Ta druga zajmuje się podziałem grantów budżetowych i unijnych na badania dla polskich naukowców.