Jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia 2,4 tys. menedżerów banku AIB zacierało ręce na myśl o tym wyrokiem sądu dostaną do podziału 40 mln euro. Jednak pod wpływem groźby ministra finansów Briana Lenihana bank nie wypłaci ani eurocenta
Pieniądze miały trafić do menedżerów 17 grudnia. Miały być to zaległe premie z 2008 roku, które do tej pory nie zostały wypłacone. Wcześniej grupa pracowników poskarżyła się na ten fakt sądowi i to jego decyzją pieniądze miały być wypłacone.
Wywołało to wściekłość opozycji i rządzących. Nie dość, że Irlandia przeprowadza ostre cięcia budżetowe, a kraje strefy euro musiały zagwarantować jej finansowanie, żeby uniknąć wizji bankructwa, to bank AIB zachowuje się, jakby te problemy go nie dotyczyły.
Decyzja o premiach oburza tym bardziej, że AIB musiał być ratowany przez rząd kwotą 3,5 mld euro, a żeby podnieść swój kapitał, bank musiał sprzedać jedną z najbardziej dochodowych spółek - Bank Zachodni WBK, który ma trafić w ręce grupy Santander.
W tej sytuacji minister finansów Irlandii Brian Lenihan przypomniał radzie nadzorczej, że jednym z warunków udzielania rządowej pomocy AIB jest zakaz wypłacania bonusów. To odświeżyło pamięć rady nadzorczej, która stała się potulna jak baranek i postanowiła wstrzymać się z realizacją decyzji sądu. W jej oświadczeniu czytamy, że: "Bank jest bardzo wdzięczny za pomoc, jaką otrzymał od rządu i od podatników, i potwierdza, że będzie dalej polegał na tym wsparciu".