"Obroty strasznie spadły, ludzi w sklepach brak. Jest źle i będzie jeszcze gorzej, bo wielkie sieci zniszczą cały drobny handel" - kończy list do "Gazety" drobny sklepikarz z Warszawy.
W ciągu pięciu lat padła jedna trzecia małych, rodzinnych sklepów. W 2005 r. było ich niemal 74 tys. Teraz tylko 54 tys. - to dane Nielsen. W tym roku analitycy spodziewają się zamknięcia co najmniej kilku tysięcy małych sklepów - dokładne dane będą znane w marcu przyszłego roku.
Według analizy "Zlikwidowane sklepy spożywcze" (2010) zrobionej przez Target BPO, firmę specjalizującej się w outsourcingu sprzedaży, szczególnie cierpią małe sklepy w małych miastach. W ciągu ostatnich trzech lat w 17 największych miastach w Polsce upadło 28 proc. punktów spożywczych, w 22 miastach od 100 tys. do 200 tys. - 8 proc., a aż 64 proc. w pozostałych małych miejscowościach
- Czas na sklepy spożywcze minął. Rynek się konsoliduje. O przyszłość boją się przedsiębiorcy, którzy mają kilkanaście sklepów - uważa Piotr Wojciński, członek zarządu Polskiej Grupy Supermarketów, właściciela m.in. marki Top Market.
Kto zyskuje? Dyskonty. Co to jest? Dyskont to odpowiednik słowa "tani". Sprzedaje niezwykle tanie towary, w tanio budowanych i wykończonych sklepach, w których jest ciasno, a towary często leżą nierozpakowane na podłodze. Markowych produktów jest tam niewiele. Królują wyroby tworzone na specjalne zamówienie sieci, które wyglądem przypominać mają np. kawę Jacobsa czy sok Fortuny. Tanie dyskonty przynoszą jednak wyjątkowo duże pieniądze. Kiedy hipermarkety z trudem walczą o utrzymanie swojej pozycji na rynku, dyskonty rok w rok zwiększają przychody o ponad 20 proc.
Największą siecią handlową w kraju jest dyskont - Biedronka. Na początku grudnia świętowała otworzenie sklepu numer 1600. W tym roku jej sprzedaż zbliży się do granicy 20 mld zł. To ledwo o kilka miliardów mniej niż budżet Ministerstwa Obrony Narodowej. Jak donosi portugalska prasa, właścicielowi sieci powodzi się tak dobrze, że zamówił... pociągi ze specjalnymi komorami chłodniczymi do zaopatrywania Biedronek z Portugalii.
Podobną strategię obrała dwa lata temu sieć numer dwa na polskim rynku, czyli Tesco. Firma zaczęła reklamować "dyskontowe ceny w Tesco", a na ich stronach internetowych można porównać ceny z Tesco nie z tymi z Reala czy Auchan, ale z Lidla (to też dyskont) i Biedronki. Jak twierdzi Iwona Sarachman, dyrektor działu korporacyjnego Tesco, w ten sposób udało się zabrać dyskontom ich najgroźniejszą broń, czyli cenę.
Wkrótce tą drogą pójdzie też numer trzy w Polsce - Carrefour. Prezes francuskiej sieci Lars Olofsson, który do firmy przyszedł z Nestlé, zapowiedział zmianę globalnej strategii detalisty. Zamiast sprzedawać produkty innych firm, będzie oferować więcej wyrobów pod marką własną. Ma też zmienić wizerunek na tani, bo teraz jego sklepy uchodzą za drogie.
Trumwirat Biedronka, Tesco, Carrefour licytuje się w planach rozwoju. W ciągu najbliższych trzech lat Portugalczycy według branżowych "Wiadomości Handlowych" zainwestują w rozwój w Polsce aż 1,27 mld euro, czyli ok. 5 mld. zł. Za trzy lata w kraju ma być nawet 3 tys. Biedronek. To oznacza że sieć otwierałaby średnio jeden sklep dziennie.
Carrefour z kolei stawia na szybki rozrost sklepów franczyzowych Carrefour Express. - Do końca bieżącego roku w ramach sieci funkcjonować ma ok. 80 sklepów w tym formacie, a w roku 2011 i kolejnych latach Carrefour zamierza otwierać ok. 200 placówek tego typu rocznie - mówi Maria Cieślikowska, dyrektor ds. PR i komunikacji zewnętrznej Carrefour Polska. Tesco? W tym roku otworzyło 50 sklepów. W przyszłym chce liczbę nowych sklepów nawet podwoić.
Co to wszystko znaczy dla klienta? Czy w walce o cenę sklepy nie będą sprzedawać nam tandety? Zdaniem analityka handlu detalicznego Dominiki Kubackiej z PMR Publications presja na cenę nie oznacza automatycznie spadku jakości produktów w sklepach.
Owszem, sieci mocno inwestują w marki własne, czyli produkty robione na ich zamówienie. - Na nich zarabiają więcej, bo mają wyższą marżę - twierdzi Kubacka.
Coraz częściej decydują się też na sprzedawanie marek własnych nie pod własnym logo. Taki produkt jakością i często opakowaniem przypomina markowe wyroby. Ale pod marką własną coraz częściej sprzedaje się produkty ze średniej półki. Dlaczego? - Najtańsze rzeczy kupuje mniej więcej stała grupa osób. Nie ma sensu się o nie bić. Lepiej jest spróbować przyciągnąć te osoby, które chcą dostać dobrą jakość za dobrą cenę - twierdzi analityk.
A małe sklepy? - Ich liczba będzie systematycznie maleć. Ale nadal będą istnieć - uważa Kubacka.