Biznes Ludzie Pieniądze

Polscy działkowcy bronią swoich ogrodków

Marek Wielgo
16.12.2010 , aktualizacja: 16.12.2010 19:09
A A A Drukuj
Nieprawdziwe, krzywdzące, stronnicze - tak Polski Związek Działkowców ocenia zarzuty kierowane pod jego adresem przez Najwyższą Izbę Kontroli
Ogródki działkowe przy ul. Waszyngtona w Warszawie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Ogródki działkowe przy ul. Waszyngtona w Warszawie
W raporcie NIK ogrody działkowe są przedstawiane w bardzo złym świetle. Czytamy m.in., że na ich terenie panuje bałagan, że wbrew prawu mieszkają tam tysiące osób, że postawiono nielegalnie setki budynków. Wszystko to zaś zagraża odprowadzaniem do gleby ścieków niebezpiecznych dla środowiska.

Polski Związek Działkowców (PZD) zwraca jednak uwagę, że w ośmiu gminach (w Gdańsku, Łodzi, Olsztynie, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie, we Wrocławiu i w Bydgoszczy) NIK skontrolowała zaledwie 53 z 747 znajdujących się tam ogrodów. W całej Polsce jest ich zaś blisko 5 tys. W dodatku kontrolerzy skupili się na ogrodach, z których mieli sygnały o nieprawidłowościach. Według działaczy przyczyną wielu z nich - wbrew temu, co podaje NIK - nie jest zła ustawa o ogrodach działkowych. I to nie PZD, ale gminy i powiatowi inspektorzy nadzoru budowlanego powinni być adresatami wniosków pokontrolnych.

NIK wskazuje m.in. na nagminne łamanie prawa przez działkowców, którzy budują altanki dużo większe, niż określa limit (w mieście - 25 m kw., a poza miastem - 35 m kw.). PZD jakoby przymykał zaś na to oczy. Ten jednak nie poczuwa się do winy. Ripostuje, że zarządy ogrodów powiadamiają o samowolach nadzór budowlany, ale ten często nie reaguje. Np. w województwie dolnośląskim jest ponad 155 tys. działek, tymczasem nadzór budowlany prowadzi tam zaledwie dwa postępowania przeciwko nielegalnym inwestorom. Mało tego, skontrolowane gminy wiedziały o wielu samowolach, bo ściągają podatek za powierzchnię ponadnormatywną. Oczywiście samorządy mają takie prawo, ale równocześnie powinny poinformować o tym nadzór budowlany. Jednak nie zrobiły tego. Prawnicy PZD dziwią się, że NIK nie oceniła postawy gmin czerpiących korzyści fiskalne z samowoli budowlanych. Zadają też pytanie kontrolerom: dlaczego nie zaproponowali zmiany przepisów o ewidencji ludności dopuszczających do zameldowania osób w obiektach nieprzeznaczonych do zamieszkiwania? Według PZD jest to zjawisko naganne również z uwagi na zagrożenia dla zdrowia i życia osób, które zamieszkują w samowolach.

Za kuriozum działkowcy uznali ostrzeżenia NIK, że odprowadzanie do gleby ścieków przez mieszkańców działek grozi katastrofą ekologiczną. W PZD przyznają, że nieszczelne szamba skażają glebę. Równocześnie zwracają jednak uwagę, że ogrody mają też pozytywny wpływ na środowisko, np. tysiące hektarów zieleni oczyszczają zatrute spalinami miejskie powietrze. PZD radzi NIK, by ta lepiej przyjrzała się gminom, w których tysiące domów nie ma kanalizacji, np. w warszawskiej dzielnicy Wawer.

Po przeanalizowaniu raportu NIK dotyczącego ogrodów działkowych prawnicy związku doszli do wniosku, że kontrolerom najwyraźniej chodziło o znalezienie haków, które uzasadniałyby potrzebę zmian w ustawie o rodzinnych ogrodach działkowych. Działacze obawiają się, że nowelizacja tej ustawy miałaby przyspieszyć proces likwidacji wielu z nich. Często są to bowiem atrakcyjne tereny pod inwestycje.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów