- Przeprowadziliśmy pierwsze testy LTE. Na jednej częstotliwości możemy zmieścić 14 kanałów w wysokiej rozdzielczości. Czy potraficie, państwo, to sobie wyobrazić? - zwrócił się do publiczności Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polsatu i Cyfrowego Polsatu, na październikowej konferencji operatorów kablowych.
LTE - nazywany też siecią czwartej generacji - oznacza m.in. ultraszybki internet dostępny za pośrednictwem przekaźników na masztach sieci komórkowych, dlatego to właśnie operatorzy telekomunikacyjni uruchamiają nową technologię jako pierwsi. W Polsce jej start ogłosiły 30 listopada jednocześnie Polkomtel oraz Cyfrowy Polsat.
Największy w USA operator telefonii komórkowej Verizon uruchomił sieć LTE 1 grudnia. Na razie zrobił to w 38 największych miastach, obejmując zasięgiem ok. 100 mln osób. W całym kraju usługa ma być dostępna już w przyszłym roku. Chris Neisinger, szef działu planowania sieci Verizon, nie zdradza, ile zainwestowała spółka w nowe przedsięwzięcie. - Za same częstotliwości zapłaciliśmy 10 mld dolarów i jesteśmy absolutnie pewni, że ta technologia będzie z nami przez najbliższe dziesięć lat, to inwestycja długoterminowa. Jednak sieć trzeciej generacji zwróciła się dużo szybciej, niż liczyliśmy. Oczekujemy, że tak samo będzie w przypadku LTE - mówi Neisinger. Sprzęt dla amerykańskiego operatora dostarczyła firma Ericsson.
Jego zdaniem innowacje w zakresie nowych urządzeń i aplikacji odegrają w rozwoju LTE kluczową rolę. Na razie operator oferuje jedynie dostęp do internetu (sprzedając dwa modemy firm Pantech i
LG) , ale w przyszłym roku chce sprzedawać smartfony, kieszonkowe komputery (PDA) oraz tablety przygotowane do pracy w sieci czwartej generacji. Na razie wybór jest skromny. 1 grudnia pierwszą komórkę dopasowaną do pracy w sieci LTE wprowadził na rynek piąty co do wielkości operator komórkowy Metro PCS.
Verizon liczy na to, że konsumenci będą podłączać do jego sieci konsole do gier, auta, kamery, tablety oraz inne "nieznane do tej pory" urządzenia. Oznacza to, że przeciętna rodzina będzie opłacać nie dwa-cztery rachunki miesięcznie, lecz kilkakrotnie więcej. - To już nie jest jeden abonament na osobę, lecz jeden abonament na urządzenie - wyjaśnia Chris Neisinger.
Zdaniem Ryana Koontza, analityka telekomunikacyjnego z firmy Inflection Point Research, nowa era w telekomunikacji będzie przebiegała pod znakiem
wideo. Jego zdaniem producenci i właściciele programów telewizyjnych i filmów już przekonali się do mechanizmów zabezpieczania ich produkcji przed cyfrowym kopiowaniem i przechodzą do ofensywy.
- Niewielkie studio z Hollywood poinformowało, że będzie udostępniać swoje produkcje w internetowej wypożyczalni Netflix, jeszcze zanim pojawią się w płatnych kanałach telewizyjnych. A widzowie chcą oglądać programy o dogodnej dla siebie porze na coraz większej liczbie urządzeń mobilnych - mówi Koontz. Jako dowód podaje rosnącą popularność Netflixa, z którego korzysta już 16 mln użytkowników, oraz darmowego serwisu Hulu współtworzonego przez stacje telewizyjne ABC, Fox oraz NBC. Liczba jego użytkowników sięgnęła już 30 mln.
Verizon uważa, że serwisy wideo będą istotnym wabikiem dla klientów. - Ale na pewno nie będzie to klasyczna
telewizja, jej czasy już minęły. Co z tego, że bylibyśmy w stanie uruchomić kilkanaście kanałów w wysokiej rozdzielczości? To wciąż byłoby tylko kilkanaście kanałów, które decydują, co i o której można oglądać. Współczesny widz podejmuje takie decyzje sam - uśmiecha się Chris Neisinger, dyrektor techniczny Verizon.